piątek, 30 grudnia 2011

Podsumowanie 2011

Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze jakąś recenzję napisać do końca roku, ale jak widać, nie udało się. Chciałabym troszkę porozwodzić się nad minionym rokiem. Może o najlepszych książkach i najgorszych powiem bardzo krótko, ponieważ chcę skupić się na czymś innym-a mianowicie na blogu.

Blog założyłam 13 marca 2011, i to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Najpierw było ciężko, pisałam bardzo słabe recenzje, na bloga nikt nie zaglądał, aż potem zaczęły się pojawiać pierwsze komentarze i tak ruszyło :)

Oczywiście, nie mogę zapomnieć o osobach z www.ksiazkimlodziezowe.fora.pl , które wchodziły i może nadal wchodzą na bloga, komentują, polecają. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Bo na dobrą sprawę blog (i forum) dał mi szansę na poznanie nowych, wspaniałych ludzi, i nawiązanie przyjaźni. Nie mogę nie wspomnieć o Tirin, z którą pierwsze spotkanie na zlocie forumowym, przekształciło się w bardzo dobrą znajomość, a potem przyjaźń :D Oczywiście, jest jeszcze Tristezza, z którą na razie nie miałam szansy się spotkać 'na żywo':) Jest także wielu bardzo sympatycznych blogerów, których wszystkich nie sposób zliczyć, ale życzę im powodzenia w dalszym blogowaniu :)

Nie obyło się oczywiście bez problemów- mój mail ogłosił strajk i kilka ważnych wiadomości za grzyba nie chciało dojść, aż musiałam założyć nową skrzynkę mailową. A wtedy stara na nowo ożyła, i nowa potrzebna już nie była :D

Co dał mi jeszcze blog? Na pewno to, że zaczęłam czytać więcej. W samym grudniu przeczytałam 20 książek, a w roku ok. 150, z czego jestem baaardzo dumna :D

Chciałabym jeszcze wspomnieć o współpracach. Wszystko zaczęło się od Księgarni Matras, która dała mi szansę, a następnie dołączyło do tego kilka wydawnictw i dwa portale. Chciałabym bardzo podziękować za docenienie mnie, i przeprosić, że ostatnio tak mało recenzji wrzucam, ale wszystko jest spowodowane sprawami losowymi. Po 19 stycznia postaram się poprawić :)

A teraz czas przejść do książek.
Nie będę wrzucać okładek, bo może nie każdemu będzie się chciało przewijać w nieskończoność. Więc-krótko i na temat. Najlepszymi książkami jakie przeczytałam w tym roku(a troszkę ich było) są: 'Siewca Wiatru' M.L.Kossakowskiej, 'Igrzyska Śmierci' S.Collins, 'Żelazny Król' J. Kagawa, 'Czerwień Rubinu' K.Gier, 'Mały Książę' A.de Saint-Exupery, 'Metro 2033' Dmitry Glukhovsky (teraz czytam, i jutro powinnam skończyć, więc się liczy, nieprawdaż? :)) a także seria o Percym Jacksonie i 'Jeden Dzeń' Nichollsa :)

A z książek najgorszych, bo oczywiście musiałam na takie trafić: 'Oddech nocy' L. Livingstone-nie wiem, czym się czytelnicy tak zachwycali, ale książka była nudna jak flaki z olejem i poprostu słaba!-to samo tyczy się 'Skrzydeł Laurel' A. Pike, 'Umarli Czasu nie liczą' K.Harrison i 'Kronik Obdarzonych' duetu Garcia&Stohl. I to by było na tyle. Na razie nie mogę przypomnieć sobie innych książek...

Chyba nie mam już nic do powiedzenia.. Jeden rok-kilka akapitów. Może niektórych rzeczy nie da się słowami wyrazić.. Pozdrawiam, i dziękuję za odwiedzanie bloga i wspieranie w trudnych momentach :)

środa, 28 grudnia 2011

Zawładnięci-Elana Johnson

Tutaj sama końcówka:

Porównanie debiutu pani Johnson do tworu Suzanne Collins jest nietrafne i już. Książka zalety ma, wady też, a do pięt Igrzyskom Śmierci nie dorasta. Głównie przez dziury w fabule. A autorka miała przecież ogromne pole do popisu… Ale cóż, jak widać musiało tak być. Dlatego, po dłuższym namyśle stawiam 3 i ciężko jest mi książkę polecić. No, może tylko czytelnikom, którym luki w fabule i niedopatrzenia straszne nie są.

Całą recenzję znajdziecie na: http://nastek.pl/recenzje/8389,Zawladnieci

sobota, 24 grudnia 2011

Biblioteczka Sihhinne

Ostatnio na niektórych blogach pojawiają się zdjęcia biblioteczek blogerów.. Więc teraz przyszła kolej na mnie :D 
Ogólnie, to nie wszystkie moje książki bo +/- 10 wyszło.. Enjoy:D

Ten świąteczny klimat sprawia, że mam coraz lepszy humor.. Święętaa..!

EDIT: Najpierw chciałam kogoś wytypować, ale potem dałam sobie spokój, bo może nie każdy chce.. Ale pewna osoba stwierdziła, że może to zrobić, więc, jednak, będzie typowanie! Typuję: Tirindeth i Tristezzę(jeśli chcesz, of course :D )

piątek, 23 grudnia 2011

Świątecznie


Życzę wszystkim wszystkiego najlepszego! Oczywiście, dużo czasu na czytanie, niekończących się stosów książek, brak nawału pracy, zdrowia, tego, żebyście nie mieli problemach z plagiatami i z tym, że ktoś usunął Wam bloga, a także, wytrwałości, która jest potrzebna przy tym, co robimy.

A ja sobie czytam.. Wreszcie znalazłam także chwilkę czasu na oglądanie anime i nic nierobienie. Me gusta :3
A jak tam u Was? Świąteczne szaleństwo, czy też może leniuchujecie? :)
Pozdrawiam,
Sihhinne ^^


środa, 21 grudnia 2011

Sihhinne ocenia: Nowa Fantastyka 01/2012

Mimo, że lubię czytać fantastykę, to nie miałam jeszcze w swoich łapkach miesięcznika ‘Nowa Fantastyka’. Chwilę nad tym myślałam, ale nie udało mi się wykoncypować jakiegoś sensownego powodu, dlaczego tak.. Może z lenistwa, może z jakiejś nieokreślonej niechęci- nie wiem.  Może zastanawiacie się dlaczego o tym piszę.. Tak, właśnie nadszedł ten dzień! Zamierzam się dzisiaj bliżej przyjrzeć najnowszemu numerowi ‘Nowej Fantastyki’ -01/2012.

Naukowe spojrzenie na okładkę-spoglądają stamtąd bohaterowie ‘Star Wars the Old Republic’, o ile się nie mylę. Nad logiem znajduje się informacja, która przyczyniła się do tego, że akurat ten numer gazety wylądował u mnie- jest to wspomnienie o opowiadaniu Rafała Kosika, mojego ulubionego autora, opowiadająca o przygodach Felixa, Neta i Niki pomiędzy.. No, właśnie, nie mogłam się w Internecie doszukać tej informacji.. No, ale, idźmy dalej. Niżej jest także wspomnienie o artykule ‘Fantastyka Młodnieje’ autorstwa Marcina Zwierzchowskiego, a także opowiadaniach J. Delaney’a, cyklu felietonów Jakuba Ćwieka, i kilku innych rzeczach. Ale prawda jest taka, że do lektury przyciągnęło mnie tylko opowiadanie pana Kosika. No, ale cóż, przejdźmy teraz do treści.

Główną część gazety zajmują właśnie opowiadania. Nie zważając na pozostałą treść czasopisma, przeszłam do opowiadania ,,Felix, Net i Nika oraz Wędrujące samogłoski”. Zaskoczyła mnie lekko akcja.. Felix i Net są w Londynie z jakimś dziwnym ‘bumcykcykatorem’, a Nika czeka na nich w Warszawie. Przyjaciele co chwila wspominają, że dziś jest TEN dzień, ale, niestety, czytelnik nie jest uświadomiony o co chodzi. Z czasem dowiadujemy się, że przyjaciele żyją w przyszłości, mają wszczepione kom planty. Tak samo jak w TMK… Myślałam, że opowiadanie będzie miało troszkę ciekawszy pomysł, ale nie jest źle. Nadal cenię twórczość Rafała Kosika, i nie zamierzam tego w najbliższym czasie zmieniać. Brakowało mi tego charakterystycznego dla poprzednich części humoru, a także pomysłów ich otoczenia. Ale, ogólnie oceniam opowiadanie na bardzo dobre.

Liczyłam na trochę więcej artykułów, ale te, co znajdują się w tym numerze są dość ciekawe. Jeden dotyczy nurtu Steampunk’owego, drugi opowiada o popularnych młodzieżowych seriach fantastycznych. Całości dopełniają recenzje książek-nie tylko fantastycznych, ale także romansów paranormalnych tj. ,,Niepokój”, a także gier, komiksów i filmów. Do tego felieton Michael’a J. Sullivana, Rafała Kosika, Petera Wattsa i innych.

Ogólnie, numer oceniam na dobry z plusem. Mogłobybyć lepiej, ale i tak jestem zadowolona, że natrafiłam na dość ciekawy numer. Decyzję pozostawiam Wam-nie będę zachęcać do sięgnięcia po ,,Nową Fantastykę” na siłę, ponieważ komuś może nie spodobać się zawartość. Z chęcią poczekam na następny numer, ciekawa, co tym razem pokażą redaktorzy-następną dawkę ciekawych opowiadań, recenzji, felietonów i artykułów, czy może coś zupełnie innego?

Za możliwość przeczytania dziękuję Panu Marcinowi Zwierzchowskiemu z wydawnictwa Prószyński, który przy okazji jest redaktorem ,,Nowej Fantastyki” J

sobota, 10 grudnia 2011

Salon Ciekawej Książki.

Cóż... Nazwa 'Salon Ciekawej Książki' nie pasuje do tego, co ujrzałam, gdy dotarłam pod łódzką halę Expo. Brak kolejki, tłumu także. Pierwsze pytanie:'What the hell?!'. Weszłam, przy kasie dostałam jakąś cieniuteńką książeczkę, i jedziemy.
Pusto.
Pusto.
Jeszcze raz pusto.
Tłumu brak, stoisk malutko, a wśród tego ja i Rysiu zastanawiałyśmy się, za co płaci się te 3 zł. Do przybycia Tirindeth brakowało pół godziny, więc ruszyłyśmy zobaczyć, czy znajdziemy coś ciekawego.
NIE BYŁO PRAWIE WCALE LICZĄCYCH SIĘ WYDAWNICTW. Kojro i Papierowy Motyl się nie pojawiły, Akapit Press miał miniaturowe stoisko. Największe zaskoczenie: stoisko wydawnictwa Znak! Światełko w tunelu pustki! I.. Książki po 20 zł! *_______*
Po obejściu wszystkiego czułyśmy OGROMNY niedosyt. Tego nawet Targami nazwać nie można, klimatu książki nie odczuwało się. Na szczęście, w rogu dostrzegłyśmy małe kawiarniopodobne coś. Jako że, mam zakaz picia kawy(buuu..) zakupiłam sobie herbatę(5 zł! Za mały kubeczek O.o), a Tirin i Rysiu kupiły po 'gorącej czekoladzie'. Gdy wpakowałyśmy się do stolika(z rozwalonymi krzesłami) dziewczyny uświadomiły mi pewien fakt. Mianowicie, ta czekolada nie była czekoladą, tylko imitacją kakao. Taa.. 7 pln. Miło, a jakże.
Na 'targach' spędziłyśmy półtorej godziny. To w ZUPEŁNOŚCI wystarczyło.. Oczywiście, kupiłam sobie 1 książkę, Rysiu 3, a Tirin(Mistrzu!) aż 6...(Cała seria 'Jutro' za 75 zł, rozumiecie...). Ucięłyśmy sobie miłą rozmowę z Panem Gawlikiem ze Znaku(haha! Mam wizytówkę!), dostałyśmy pro-magnesy(...) i masę różnych niepotrzebnych ulotek. I już..
Podsumowując: JEDZIEMY NA TARGI W WARSZAWIE!!! Hell yeah!

Oto wynik naszego plątania się (mojego i Rysia). Ciąg dalszy zobaczycie na blogu Tirin:)
4 książki na dole to moje grudniowe zdobycze. ,,Erebos" i ,,Błękit Szafiru" otrzymałam dzięki uprzejmości pani Edyty z wydawnictwa Egmont, a ,,Biała jak mleko, czerwona jak krew" i ,,7 razy dziś" kupiłam w znakowej promocji :)
,,Dziewczyna o szklanych stopach" jest nabytkiem moim, a ,,Zmrok", ,,Robokalipsa" i ,,Mały książę" Rysia :)

środa, 7 grudnia 2011

,,Jutro 4" John Marsden



”Na myśl o powrocie robi mi się niedobrze. Mam ochotę krzyknąć: „Posłuchajcie mnie, do diabła! Mam gdzieś wasze wielkie plany!”. Chcę, żeby ktoś, ktokolwiek, przyznał, że to, czego ode mnie oczekują, jest wielkie, olbrzymie, gigantyczne. I nie chodzi wcale o to, że tu jest nam tak wspaniale. Nie jest. Mam wrażenie, że wszyscy przestaliśmy być sobą. Homer chce nami rządzić bardziej niż kiedykolwiek.Fi i Kevin wszystkiego się boją, a Lee... nie poznaję go. No i zrobiłam coś, czego dawna Ellie nigdy by sobie nie wybaczyła. Jedyne, co pomaga mi przetrwać, to nadzieja, że tam, na miejscu, znów staniemy się sobą.”

Chyba każdy z was słyszał o serii ,,Jutro” autorstwa Johna Marsdena, która w zadziwiającym tempie ukazuje się w Polsce. Niedawno na półkach pojawił się tom 4. Pierwszy mnie zachwycił, następne dwa rozczarowały. Nie mogłam się powstrzymać przed sięgnięciem do następnego- miałam nadzieję, że może autor czymś mnie zaskoczy, sprawi, że będę chciała przeczytać następne części.

Z takimi dużymi seriami problem jest taki, że pisarz bardzo często się powtarza, przez co mamy wrażenie deja vu. Mniej więcej z części na część jest coraz gorzej, bo pomysły się kończą, nie wiadomo, co teraz mają zrobić bohaterowie, by zaintrygować czytelnika, i zachęcić do przeczytania części następnej.

Narracja i sposób pisania, jak można się domyślić, niczym się nie różni od tego, stosowanego w części poprzedniej. Moim zdaniem, autor mógł to trochę urozmaicić wprowadzając narrację z punktu innej osoby, np. z punktu Homera (bardzo bym tego chciała..). Do języka zastrzeżeń nie mam, bo książka jest napisana przystępnie, autor nie ma czytelników ‘za idiotów’ czyli jak w przypadku niektórych, nie wspomina o rzeczach oczywistych.

Główni bohaterowie dużo przeżyli, ale, jak dla mnie, ich historia robi się już nudna. Równie dobrze mogłoby się skończyć na jednej części, i nikt szczególnie by na tym nie ucierpiał. Następne części są ciągnięte na siłę, co mnie dość irytuje. Dobrze, pomińmy ten fakt, ale ‘boli’ mnie objętość powieści… Każda z części ma ok. 260 stron.. Skandal! Już nie nawet historią nie można nacieszyć L

Na pewno jest to część lepsza od poprzednich dwóch, ale prawda jest taka, że pierwsza króluje w moim prywatnym rankingu, a reszta jest takim sobie dodatkiem. Dlatego stawiam 4/6 – z powodu sentymentu do serii(i bohaterów..) i tego, że nie mogę zaprzeczyć- serię ,,Jutro” przyjemnie się czyta, a raczej pochłania. Dlatego, każdego zachęcam do zapoznania się z częścią pierwszą, a z następnymi- według uznania. Następne części pewnie przeczytam z czystej ciekawości, no bo jednak, rozumiecie, ta niepewność jak skończą bohaterowie(czyli, kto zginie)…

Za lekturę dziękuję panu Tomaszowi z wydawnictwa Znak Literanova J

niedziela, 4 grudnia 2011

,,Erebos" Ursula Poznanski


A gdyby tak powstała gra, która potrafi sama myśleć? Gra, która sama by knuła intrygi, która mogłaby doprowadzić do czegoś strasznego? Gra, która wciągałaby i uzależniała, jak nic dotąd? Chcielibyście w nią zagrać? Chcielibyście przenieść się do pozornie wspaniałego świata ,,Erebosa”?

"Po jednej z londyńskich szkół krąży piracka wersja gry komputerowej "Erebos". Kto raz zagra, nie może się od niej oderwać. Zasady gry są bardzo surowe: każdy ma tylko jedną szansę, nie można z nikim o grze rozmawiać i trzeba grać bez świadków. Zadania wykonuje się w świecie rzeczywistym. Nick gra w "Erebosa" regularnie, aż dostaje rozkaz zabicia człowieka. Nie robi tego i wypada z gry. Kiedy jego bliski przyjaciel ulega ciężkiemu wypadkowi, Nick uświadamia sobie, że "Erebos" nie jest zwyczajną grą komputerową i że niełatwo będzie ją zatrzymać." 

Ostatnio dość popularne stały się powieści, które opowiadają o intrygujących grach komputerowych. Jak dla mnie, najlepszą dotąd była ,,Hyperversum” autorstwa Cecili Randall, i biorąc się za ,,Erebosa”, debiut Ursuli Poznański, byłam bardzo podekscytowana i ciekawa, czy książka okaże się lepsza od ,,Hyperversum” czy też nie.

Zacznijmy od tego, że sam widok okładki powoduje, że czytelnik ma ochotę zapoznać się z fabułą. Jest ona pozdzierana w niektórych miejscach, podniszczona, przez co książka wygląda, jakby miała kilka lat i była intensywnie używana. Na dodatek jest dobrze sklejona i grzbiet się nie łamie, co jest bardzo dobre. Nie lubię łamiących się grzbietów.

Fabuła kręci się wokół grania w ,,Erebosa”. Momentami było to nudne i irytujące, oczekiwałam czegoś innego, oczekiwałam, że zostanę wciągnięta w świat opisywany, ale tak nie było. Czasem zdarza się, że od danej powieści nic nie jest w stanie mnie oderwać, jednakże w tym przypadku nawet przez najmniejszy problem przerywałam czytanie, i momentami wracałam niechętnie.

Jednakże, sam pomysł mi się spodobał, choć w trakcie lektury byłam świeżo po przeczytaniu ,,Robokalipsy”, więc przy niektórych wzmiankach miałam uczucie deja vu, co troszkę utrudniało czytanie. Ale tylko trochę J

Denerwowały mnie także niektóre myśli głównego bohatera, Nicka, ponieważ miałam nadzieję, że będzie on bardziej dojrzały, i bardziej interesujący. Ogólnie, inne postacie są ciekawie wykreowane, autorka nie od razu zdradza kim są, stopniowo je opisuje.

Największym plusem książki jest jej tajemniczość i wątek kryminalny(o ile można go tak nazwać) pomimo momentalnych zastojów akcji, wszystko toczy się dalej, a zagadka powoli się rozwiązuje. Jednakże, do końca nie wiadomo kto stoi za ,,Erebosem”, jaki jest jego cel, a także nieznana pozostaje tożsamość niektórych graczy.

Podsumowując, książkę warto przeczytać. Pomimo kilku mniej znaczących niedopatrzeń jest dobrą powieścią, i spodobała mi się. Stawiam 4,5/6, ponieważ oczekiwałam czegoś lepszego, ale nie jest źle. Jestem ciekawa co inni o niej sądzą.

Za lekturę dziękuję Pani Edycie z Wydawnictwa Egmont! 


niedziela, 27 listopada 2011

,,Bestia" Alex Flinn

(To sama końcówka recenzji :))

Podsumowując, jest to jeden z lepszych romansów paranormalnych jakie kiedykolwiek przeczytałam, ale jednak można znaleźć w nim wady. Wszystko jest przyczyną najprawdopodobniej niedopracowania. Ale jednak autorka wykonała sporo pracy i dzięki temu powstała ciekawa, nowoczesna wersja ,,Pięknej i bestii”. Wszystkim wielbicielom gatunku polecam, a osoby nieprzepadające zachęcam, by chociaż spojrzały na powieść i przekonały się, że przeczytać warto.
Stawiam 5/6, ponieważ książka mnie wciągnęła i mi się spodobała. Nie jest jakimś arcydziełem, ale na miano gniota także nie zasługuje. Teraz pozostaje mi obejrzeć film- niestety, z tego co słyszałam, wiele faktów zostało zmienionych. Ale nie ważne, dla Alexa Pettyfera wszystko!

Całą recenzję znajdziecie na:


piątek, 25 listopada 2011

Stos 14

I znów stos.. Ale, motywacja wróciła! I książki się czytają, i recenzje się piszą! :D
Od góry:
K.M. Moning ,,Krwawe szaleństwo"- z antykwariatu. Pierwsza część mi się bardzo spodobała, więc zakupiłam także drugą ^^
A. Flinn ,,Bestia"- wreszcie dotarła. Recenzję już kończę, i pewnie zaraz pójdzie do korekty. Od Nastek.pl
O. S. Card ,,Tropiciel"-tjw.
J. Marsden ,,Jutro 4"- od ZNAKliteranova
A. Huso ,,Magia krwi"- od Prószyńskiego :)
M. Gutowska-Adamczyk ,,Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"- drugą też już mam, więc teraz muszę rozpocząć polowanie na część pierwszą^^

środa, 23 listopada 2011

Zastój

Jak możecie zauważyć- dawno temu dodałam ostatnią recenzję. Ale, nie, jeszcze oddycham, logicznie myślę, ale po prostu wena czytelnicza wyparowała... Strasznie mnie to zdenerwowało, próbowałam groźbami i prośbami- nic. Zero reakcji.. Ale miałam wenę na czytanie mang, co się skończyło tym, że w ciągu ostatniego tygodnia przeczytałam 20 tomów Naruto ^^
A jak tam Wam mija jesień? Bo ja najchętniej bym się zakopała z komputerkiem pod kołdrą, i nie wychodziła.. Ale tak się nie da :(

Cóż, w najbliższym czasie pojawią się recenzje ,,Bestii" A. Flinna, drugiej części ,,Cukierni pod Amorem" i może najnowszego ,,Felixa, Neta i Niki''.. I stosik, of course :D

Pozdrawiam, i życzę miłego wieczoru :)

piątek, 11 listopada 2011

,,Cukiernia pod Amorem. Hryciowie" Małgorzata Gutowska-Adamczyk


Na książkę Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk ,,Cukiernia pod Amorem. Hryciowie” trafiłam przypadkiem- dostrzegłam ją w antykwariacie. Szybko zorientowałam się, że wcześniejsze części ,,Cukierni pod Amorem” zdobyły aż trzy nagrody Złotej Zakładki, więc jedyną reakcją na jaką mogłam się zdobyć było głośne ‘Oooo…!’, a później bieg do kasy- książkę mieć musiałam! I gdy tylko wróciłam do domu, zagrzebałam się w łóżku z nowym nabytkiem, odsuwając wszystko na bok…

Akcja książki dzieje się dwutorowo: w 1995 roku przedstawiając dalsze losy Igi Hryć pomagającej prowadzić ojcu interes, a także starającej się rozwikłać rodzinną zagadkę, oraz w czasach II wojny światowej, i okresie powojennym, gdzie autorka opisuje młodość i  historię Adama Toroszyna, ukochanego babci Igi-Celiny Hryć, a także samej Celiny, która w powojennej Polsce musiała się zmierzyć z nie lada wyzwaniem.

Jestem wdzięczna Pani Małgorzacie za to, że tak doskonale przybliżyła czytelnikowi realia wojny, nienawiść Niemców do Żydów, ich trudne życie, walki Polaków o wolność. Wszystko jest bardzo ciekawie opisane, i sprawia, że czujemy się, jakbyśmy to właśnie my znaleźli się w ogniu wydarzeń.

Książka nie tylko opiera się na wątku historycznym- przedstawia także prawdziwą miłość, namiętność i pasję, przeplatające się z cierpieniem i smutkiem. Dziś trudno jest znaleźć pozycję zawierającą w sobie tyle różnorodnych wątków, a jednocześnie wciągającą, dopracowaną w stu procentach, a także wymagającą, zmuszającą do myślenia.

Emocje towarzyszące czytelnikowi podczas lektury sprawiają, że ma zamęt w głowie, cały czas przeżywa to, co się wydarzyło w książce. Mnie samej ciężko jest wyrazić słowami to, co przeżywałam- są to różnorodne odczucia, które mieszały się w całość. Żeby to zrozumieć, trzeba samemu się z książką zapoznać.

Muszę także pochwalić dokładność, a także dopracowanie książki. Nie jest ona napisana ‘od tak sobie’, tylko przemyślana, bez żadnych niepożądanych wstawek, lub ‘zapchaj dziur’. Doskonale sprawdzały się także spis bohaterów, drzewo genealogiczne i kalendarium, do których często zaglądałam, by sprawdzać co po niektóre informacje.

Prawda jest taka, że Pani Małgorzata pisze genialnie, a ,,Cukiernia pod Amorem. Hryciowie” jest jedną z najlepszych książek jakie kiedykolwiek czytałam. Dlatego właśnie wyruszam na polowanie, by zdobyć dwie poprzednie części- muszą się znaleźć na mojej półce!

Stawiam 6/6, choć najchętniej skalę bym zawyżyła-książka aż tak mnie zachwyciła. Teraz rozumiem, dlaczego jest tak popularna, i dlaczego aż taka duża ilość osób ją chwali. Do przeczytania zachęcam wszystkich- bez względu na wiek, czy zainteresowania, ponieważ jest to pozycja, którą każdy znać powinien. Żałuję, że to już koniec serii, ponieważ autorka pozostawiła kilka wątków bez zakończenia. Jeszcze raz polecam, i dziękuję autorce za to, że napisała coś tak wspaniałego! 

środa, 9 listopada 2011

Stos 13+kilka ogłoszeń+kupka zakładek:)

Znów wpadłam w manię kupowania, i skończyło się to tym, że na dzień dzisiejszy, w ciągu dziewięciu dni, przybyło mi 7 książek, co sprawiło, że moja biblioteczka liczy 261 pozycji, z czego 80 z hakiem to książki z dawnych lat. Od sierpnia przybyło mi 61 powieści, co moja mama skwitowała lekkim wytrzeszczem oczu, i niedowierzaniem. Uwierzyła dopiero wtedy, gdy pokazałam jej pełną listę:)
Ale przejdźmy do stosu:
Stojąca: 
R. Kosik ,,FNiN oraz świat zero" - książka która była powodem niejednego tańca radości. Serię uwielbiam, i, oczywiście, nabyć musiałam^^
Od góry:
M. Gutowska-Adamczyk ,,Cukiernia pod Amorem. Hryciowie"- wpadłam na nią w antykwariacie, i na jej widok wykonałam głośne 'Ooooo', a potem wykonałam sprint do kasy, ponieważ takiej okazji przepuścić nie mogłam. Książkę przeczytałam, i jestem pod wrażeniem... Teraz poluję na części poprzednie :)
I. Andrews ,,Magia uderza"- wyhaczona w tym samym antykwariacie, ale jednak obyło się bez 'Ooooo'...
K. M. Moning ,,Mroczne szaleństwo"- także z antykwariatu, cena bardzo kusiła, a że książka opowiada o elfach, które uwielbiam, to nie mogłam się powstrzymać i kupiłam.
P. Briggs ,,Pocałunek żelaza" i ,,Znak kości"- bardzo lubię serię z Mercedes Thompson, kupiona na targu fantasy.
A. Horowitz ,,Dom jedwabny" - od wydawnictwa REBIS :)

Teraz przyszedł czas, bym pochwaliła się moim małym zbiorem zakładek dołączanych do książek.. Zbieram je dopiero kilka miesięcy, i z każda nowa wywołuje uśmiech na mojej twarzy :)


***
A teraz troszkę się pożalę.. Przez cały weekend rozpaczałam, że nie mogłam pojechać na krakowskie targi książki. Co relację czytałam, to było coraz gorzej. Tylu autorów.. Tyle książek.. Nie ważne że tłumy..
Mam nadzieję, że na łódzkie targi książki także zjedzie się troszkę osób. Kto już wie na pewno, że się wybiera? :)

poniedziałek, 7 listopada 2011

,,Północ południe t.2" Elizabeth Gaskell


Na drugi tom powieści Elizabeth Gaskell - ,,Północ południe t.2” trafiłam zupełnie niespodziewanie. Jednakże, książka przeleżała trochę czasu na mojej półce, a ja nie miałam najmniejszej ochoty jej czytać. Gdy wreszcie się za to wzięłam, zobaczyłam to, co mogłabym stracić nie czytając jej. A dlaczego? Ponieważ ,,Północ południe” jest klasyką, i jedną z książek, którą przeczytać trzeba.

,,Północ południe t.2” jest kontynuacją tomu pierwszego. Akcja zaczyna się w momencie, gdy rodzina Margaret Hale przeżywa śmierć jej matki. Jej brat specjalnie przyjeżdża z Hiszpanii ryzykując życie, by tylko pożegnać się ze swoją rodzicielką. Jednakże, musi szybko opuścić kraj, by nie zostać pojmanym. Pomaga mu w tym siostra, ale na dworcu rzuca się na niego Leonards. Frederick stara się obronić, i przez przypadek zabija Leonardsa. Udaje mu się uciec, a Margaret wraca do domu pogrążona w smutku.  Książka przedstawia jej dalsze losy, a także potyczki z Johnem Thorntonem, którego miłość odrzuciła. Co się wydarzy dalej? Tego wam nie zdradzę.

,,Klasyka, to to, co wszyscy chcieliby przeczytać i czego nikt nie czyta.”- Tak stwierdził Mark Twain. I bardzo, ale to bardzo słusznie. Wielu z nas klasyki tknąć nie chce, często powodem tego są uprzedzenia spowodowane przeczytaniem, lub męczeniem niektórych lektur, które do gustu nie przypadły. Po tym, klasyka zawsze kojarzy się z czymś nudnym, z czymś do czego lektury zmuszają nas inni, a my niekoniecznie chcemy się z tym zapoznać. ,,Północ południe” Elizabet Gaskell jest tego doskonałym przykładem- książka zapomniana, nietykana, ale bardzo wartościowa, i doskonale napisana. Sprawia wrażenie nudnej, choć nie jest taka, w żadnym calu!

Książka jest napisana językiem z XIX wieku, ale to zupełnie nie utrudnia czytania. Wszystko jest doskonale i przejrzyście przetłumaczone, nie ma żadnych błędów w druku. Malutkim minusem jest to, że na jednej stronie jest ‘upchnięte’ stanowczo za dużo tekstu, czyniąc książkę cieńszą. Tekst jest napisany bardzo małą czcionką, i to może być przeszkodą dla niektórych czytelników.

Cała historia jest przedstawiona bardzo realistycznie i wspaniale opisana, co powoduje, że czytający może zagłębić się w świecie opisanym, a także poznać realia tamtych czasów, dowiedzieć się czegoś o panujących zwyczajach, warunkach życia i pracy, a także zobaczyć zarys XIX wiecznych angielskich miast.

,,Północ południe t.2” jest jedną z najlepszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałam, i na pewno uplasuje się w na wysokim miejscu w moim osobistym rankingu. Powieść tak mnie wciągnęła, że niezwłocznie muszę zapoznać się z częścią pierwszą. Uważam, że na dobrą sprawę każdy książkę przeczytać powinien, bo jest bardzo dobrze napisana, wciągająca, i bardzo wartościowa. Przecież nie bez powodu porównywana jest do ,,Dumy i uprzedzenia” Jane Austen.

Stawiam 6/6, ponieważ żadnych wad, oprócz sposobu wydania, nie znalazłam. Jak najbardziej polecam i zachęcam, ponieważ jest to doskonała lektura na jesienno-zimowe wieczory.

Książkę otrzymałam od portalu nakanapie.pl Dziękuję!:)

środa, 2 listopada 2011

,,Anielski ogień" Courtney Allison Moulton


Ostatnio postanowiłam sobie zrobić przerwę w czytaniu romansów paranormalnych, i powrócić do fantastyki. Jednakże, bardzo ciężko mi szło, gdyż listonosz przyniósł mi ,,Anielski ogień” Courtney Alison Moulton, książkę, która zebrała już dość dużo pozytywnych opinii. Po wewnętrznej wojnie, stwierdziłam, że przerwę od paranormali odłożę na później, i ze zniecierpliwieniem wzięłam się za lekturę.

Ellie jest normalną nastolatką, uwielbia imprezy, zakupy, kłóci się z rodzicami. Jednakże, sielankę przerywa pojawienie się tajemniczego Willa, który mówi jej jakieś niestworzone historie o kosiarzach, z którymi ma walczyć. W międzyczasie takowy ją atakuje, a dziewczyna podejmuje się walki z nim. A potem twierdzi, że to wszystko było snem.

Jednakże, z czasem zaczyna dostrzegać, że coś jest nie tak, i musi uwierzyć słowom Willa. Jest ona Preliatorem, najsilniejszą istotą, która jest zdolna pokonać kosiarzy. Do walki używa dwóch mieczy, płonących tytułowym anielskim ogniem. Will natomiast jest jej Stróżem, który towarzyszy jej od dawien dawna. Ellie musi chronić świat przed kosiarzami, a także samą siebie- przed jej mocą.

Sam pomysł jest dość oryginalny, choć irytujące było to, że znów dziewczyna nie wiedziała kim jest. Jednakże, zachwycił mnie fakt przedstawiciela płci męskiej słabszego od głównej bohaterki. To się chwali! Na dobrą sprawę wiele akcentów było zapożyczonych z innych pozycji, co sprawiało, że czułam się jakbym czytała zbitek kilku innych powieści, które zostały złączone w jedną.

Narracja prowadzona przez Ellie była dość dobrze poprowadzona, choć nie brakuje niedociągnięć. Lepsza, według mnie była by narracja Ellie przeplatana z narracją Willa- pozwalałoby to na poznanie uczuć i przemyśleń obydwóch bohaterów.

Dużym plusem jest także to, że stopniowo odkrywamy prawdę, dowiadujemy się istotnych informacji- mamy czas by je przetrawić, by przyjąć do wiadomości stan rzeczy. Czasem, gdy wszystkiego dowiadujemy się na raz, zaczyna nam się mieszać w głowach, i utrudnia to w czytaniu.

Głównym problemem w książce było to, że przez pierwszą połowę książka była bardzo nudna, a potem, gdy czytelnik ma nadzieję, że akcja się rozkręci, kończy się mało spektakularnie, nie obejmuje żadnych ważnych, czy przełomowych wydarzeń.

Podsumowując, jest to kolejny przeciętny romans paranormalny, który nie zostaje na dłużej w naszej pamięci. Jednakże, miło się go czyta, i przenosi do dość ciekawego świata wykreowanego przez autorkę. Czytanie ,,Anielskiego ognia” nie było aż tak dużą mordęgą, i moża powiedzieć, że jest dość udanym debiutem. Stawiam 4.5/6 za postaci Aniołów i Demonów, i liczę, że następna część będzie o wiele lepsza!

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bukowy Las! 

niedziela, 30 października 2011

,,Robokalipsa" Daniel H. Wilson


,,Są wszędzie- w twoim domu, pracy, samochodzie… I wkrótce Cię dopadną.”

,,Matrix”, ,,Terminator” i ,,Ja, robot” to jedne z najpopularniejszych filmów dotyczących buntu robotów. A gdyby tak połączyć je w jedną całość? Powstałaby ,,Robokalipsa” Daniela H. Wilsona, przewspaniała książka, którą chwalą sam Stephen King i Clive Cussler, a Steven Spielberg będzie reżyserował film na podstawie powieści.

Niedaleka przyszłość. Roboty są wszędzie- pomagają ludziom przy ich codziennych obowiązkach. Naukowcy tworzą czarną skrzynkę, w której zamknięty jest Archos- program AI. 13 jego wersji chciało zniszczyć świat, wszystkie zostały wyłączone. Jednakże, 14 opanowała roboty. I rozpoczęła się nowa wojna. Zabawki zaczęły atakować ludzi, samochody ich rozjeżdżały. Na świecie zapanował chaos.

Niektórzy zaczęli walczyć- niszczono miasta, a inni po prostu uciekali. Jednakże, roboty zawsze ich odnajdywały, i często zabijały. Archos nie chciał zniszczyć rasy ludzkiej, ani flory i fauny- chciał połączyć dwa światy w jedno, ale istoty ludzkie nie chciały tego. Jednakże, na samym początku były bezbronne- nie znały słabych punktów maszyn, i nie mogły walczyć.

Fabuła ,,Robokalipsy” jest tak zawiła i skomplikowana, że bardzo ciężko jest opowiedzieć komuś o tym, co się dzieje w książce. Czytelnik sam musi się przekonać. W wielu pozycjach jest tak, że można w kilku słowach streścić wydarzenia z powieści, jednakże w tym przypadku tak się nie da. Jedno łączy się z drugim, i nie można ominąć żadnego, nawet na pierwszy rzut oka nieistotnego faktu.

Sama książka jest zbiorem historii z trzech okresów: zaczątków wojny, godziny zero, i okresie wojny. Wszystko opisuje Cormac Wallace, który przeżył wojnę, i odnalazł pewną czarną skrzynkę, która ukazała mu różne filmy, nagrania, czy nawet zdjęcia z wojny ludzi z maszynami. Na początku każdego rozdziału jest jego dopisek, przedstawiający postaci, a potem, na końcu- notatka o tym, co wydarzy się w przyszłości. Jest to bardzo rzadko spotykany sposób opisywania historii, co czyni książkę bardzo oryginalną.

Książka wydaje się być nudną powieścią science-fiction, dla tych, co rozumieją naukowy bełkot. Ale nie jest taka! W żadnym razie! Język jest przystępny, ale zawiera także naukowe pojęcia, które doskonale pozwalają się wczuć w nastrój. Widać, że autor doskonale zna się na tym, o czym pisze, i to także zasługuje na duży plus, ponieważ wiadomo, że wszystko to fachowa wiedza, nie ma żadnych kłamstw, czy fałszywych faktów.

,,Robokalipsa” jest książką, którą powinien przeczytać każdy książkoholik, bez względu na to, czy lubi literaturę science-fiction. Nie brakuje w niej przerażających momentów, które wycisnęły łzy z moich oczu, a także trzymającej w napięciu akcji. Książka jest doskonałym przykładem na to, jak powinno się pisać, by zachęcić i wciągnąć czytelnika. Bez wahania stawiam 6/6. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała się przekonać co znaczy bunt robotów, i jak to jest być na miejscu osób opisywanych w powieści. Przez kilka nocy po lekturze nie mogłam spać, widziałam dziwne rzeczy, odłączałam wszystko od kontaktów, bałam się wsiąść do winy- wszystko spowodowane było ,,Robokalipsą.” Cały czas miałam wrażenie, jakby wszystko wydarzyło się naprawdę.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZNAKliteranova. Dziękuję!

***
W głowie wciąż mi dźwięczy piosenka Florence and the Machine- Heavy in your arms... Jest genialna *.*

piątek, 28 października 2011

,,Kuszące Zło" Keri Arthur


Seria książek Keri Arthur stała się dość popularna wśród czytelników, choć przez część była krytykowana. Byłam pomiędzy. Z jednej strony seria mnie wciągnęła, z drugiej jednak, irytowała mnie. Dlatego więc postanowiłam przeczytać część trzecią- ,,Kuszące Zło”, mając nadzieję, że ta pozycja pozwoli mi do zaliczenie się albo do osób chwalących serię, albo ją krytykujących.

W świecie magii i pokus, nocą budzą się do życia piękni, przeklęci i pożądani... Riley Jenson jest niespotykanym połączeniem wampira i wilkołaka; pracuje dla organizacji, której głównym celem jest utrzymywanie porządku w świecie nadprzyrodzonych stworzeń. Ufając przełożonym i kochankom niewiele więcej niż swoim najgorszym wrogom, Riley gra według własnych zasad. Jej najnowszą misją staje się przedostanie do potężnie strzeżonego pałacu rozkoszy, którego właścicielem jest przestępca znany jako Deshon Starr - szaleniec od lat zajmujący się genetyką. 

Gdy wkoło Riley zaczynają kręcić się dwaj seksowni mężczyźni - opanowany i niesamowicie uwodzicielski wampir oraz gorący wilkołak - i zaczynają walczyć o jej względy, Riley musi zachować zimną krew. Jeśli ocali świat przed Deshonem Starrem, ocali też samą siebie - od pułapki, która zamyka się wokół niej... 

Czasem zastanawiam się, co jest takiego szczególnego w romansach paranormalnych, że tak przyciągają.. Nawet jeśli fabuła jest beznadziejna, to książka wciąga. Jest to dla mnie kolejna tajemnica wszechświata. Tak było właśnie z ,,Kuszącym Złem”. Pomimo niezliczonej ilości wad, wciągnęła mnie tak, że pochłonęłam ją w jeden wieczór.

Najgorszą wadą całej serii jest to, że dosłownie ocieka seksem. Autorka mogła by się troszkę ograniczyć, ponieważ zdarzało się, że co drugą stronę czytelnik natrafiał na opis stosunku płciowego. I tak przez 300 stron. Po czasie robiło się to nudne i irytujące.

Czytając książkę miałam wrażenie, że już kiedyś to było. Nie jest w żadnym calu oryginalna, tworzy zbitek kilku pomysłów wyciągniętych z innych powieści. Autorka mogłaby się wysilić, wymyślić coś, czego wcześniej nie było, a nie iść po schematach.

Język, jakim wszystko jest opisane, jest dość prosty i mało ambitny. Słownictwo jest częścią sukcesu, w tym przypadku jeszcze bardziej pogrąża książkę. Gdyby tej fabule towarzyszył fantastyczny język, większa ilość podchodziłaby do niej z zainteresowaniem, a nie: ‘O, następna taka sama pozycja, nie ma sensu się z nią zapoznawać’. I mają rację.

Nie jest to książka dla każdego. Przeważa w niej schematyczność, a także pachnie nudą. Ciężko mi stwierdzić, czy mi się spodobała- wciąż jestem pomiędzy. I na dowód tego stawiam 3/6. Pewnie niektórym się spodoba, niektórym nie.

Za możliwość przeczytania dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica! J


środa, 26 października 2011

Stos 12


Od dołu:
A. Goodman ,,Eona. Ostatni Lord Smocze Oko"- wyhaczyłam w antykwariacie za 30 zł! :)
B. Fitzpatrick ,,Cisza"- kupione na zlocie
K. Arthur ,,Kuszące Zło"- od wydawnictwa Erica
E. Gaskell ,,Północ Południe t.2"- od nakanapie.pl
C.A Moulton ,,Anielski ogień"- od wydawnictwa Bukowy Las
D.H. Wilson ,,Robokalipsa"- od wydawnictwa Znakliteranova *.*

R. Riordan ,,Czerwona Piramida" i ,,Ognisty Tron"- pożyczone od koleżanki
C. Kiernan ,,Zatruty tron", S. Grant ,,Neva" i I. Abedi ,,Lucian" - pożyczone od Tirin ^^

sobota, 22 października 2011

,,Atrofia" Lauren DeStefano


Antyutopie wzbudzają skrajne uczucia-nie można znaleźć się pomiędzy. Jedni nie trawią tego gatunku, inni uwielbiają. ,,Igrzyska Śmieci” Suzanne Collins, ,,Las zębów i rąk” Carrie Ryan czy ,,Dobrani” Ally Condie to tytuły, które powinien znać każdy fan powieści tego typu. Teraz na rynku wydawniczym pojawiło się coś nowego- debiut Lauren DeStefano- ,,Atrofia” o której zaraz po wydaniu było bardzo głośno.

Dzieci poczęte naturalnie są niedoskonałe. Dlatego – żeby stworzyć idealnych ludzi – ruszyła produkcja embrionów bez najmniejszych wad genetycznych. Ale tylko pierwsze pokolenie to okazy zdrowia; potomkowie perfekcyjnych ludzi umierają w wieku dwudziestu paru lat. W tym ponurym świecie dziewczęta zmuszane są do poligamicznych małżeństw, by zapewnić przetrwanie gatunku.

Rhine, Jenna i Cecily trafiają do ekskluzywnej rezydencji w gaju pomarańczowym, gdzie wszystkie poślubia młody syn właściciela. Serce Rhine bije jednak dla Gabriela, młodego Służącego, który zaryzykuje wszystko, by pomóc jej odzyskać wolność. Dziwaczny świat luksusu i piękna, skrywający mroczne sekrety, rozciąga swoje macki, wabi dziewczęta iluzją. Lecz widmo śmierci wciąż krąży wokół nich, niepogodzonych z losem. Liczą na cud, a każdemu z czymś innym się kojarzy prawdziwe życie. 

Najczęściej spotykanym przepisem na stworzenie antyutopii jest: zagłada ludzkości, brak wolności, ograniczenia, zakazana miłość. A wszystkiemu towarzyszy nastrój tajemniczości, grozy i niespodziewanych śmierci. Wszystko to możemy znaleźć w ,,Atrofii” czyniąc ją rasową antyutopią. Jednakże, te schematy to nie wszystko, liczy się też wykonanie.

Książka jest napisana narracją podobną do narracji z ,,Dobranych”, przez co często miałam wrażenie, jakbym czytała powieść tej samej autorki. Jednakże, właśnie taki sposób opowiedzenia historii nadaje mroczny klimat, i nigdy nie wiadomo, co się wydarzy na następnej stronie.

Wartka akcja trzyma w napięciu, a interesujący język urozmaica czytanie. Ostatnio spotykam się z wieloma książkami, które zajmują czas, ale nie wnoszą niczego do naszego życia. ,,Atrofia” jest pomiędzy- z jednej strony uświadamia, że powinniśmy cieszyć się z tego, co mamy, ale z drugiej strony jest książką na wieczór, która nie zmusza do myślenia. Myślałam, że przepłaczę całą książkę- nie uroniłam ani jednej łzy.

Podsumowując, ,,Atrofia” jest inna. Ale nie spodobała mi się aż tak bardzo, jak się spodziewałam. Może  na początku mojej przygody z książkami byłabym nią zachwycona, ale teraz nie jestem. Stawiam 4/6 i uważam, że warto się z nią zapoznać choćby dla ciekawego pomysłu  na koniec świata jaki znamy, czy dla interesującego języka. Przez całą lekturę miałam wrażenie, że już to było, że powieść Lauren DeStefano nie jest oryginalna. Denerwowało mnie płytkie zachowanie głównych bohaterek, a także to, że momenty, które powinny mnie przerazić, były niczym nie wyróżniające się. Autorka powieści nie dopracowała- jestem tego pewna, ale mam nadzieję, że w następnej części będzie o wiele lepiej.

środa, 19 października 2011

,,Kostka śmierci" Kenneth B. Andersen


Zawsze miałam sentyment do książek opowiadających o niebie i piekle. Tylko głównym warunkiem, by taka książka, jak dla mnie, była warta przeczytania, jest spora dawka humoru. Dlatego właśnie zakochałam się w ,,Ja, diablica” Katarzyny Bereniki Miszczuk, ,,Siewcy Wiatru” Mai Lidii Kossakowskiej i pierwszej części ,,Wielkiej Wojny Diabłów” Kennetha B. Andersena- ,,Uczeń Diabła”. Tak się złożyło, że natrafiłam na część następną -,,Kostkę śmierci”, na co zareagowałam z ogromnym entuzjazmem, ponieważ byłam ciekawa dalszych przygód Filipa i piekielnej spółki.

Filip Engell, niedoszły władca piekieł, wrócił do śmiertelnego życia. Nauka nie poszła jednak w las – nowy Filip nie jest już tak grzeczny, dobry i układny, jak wskazywałoby na to jego nazwisko. Co więcej – zdarza mu się tęsknić za otchłanią. I za Satiną. A właściwie to bardziej za Satiną niż za otchłanią, ale na jedno wychodzi. 

Nieoczekiwanie Filip otrzymuje możliwość powrotu do piekła… I nie jest to oferta wakacyjna. Śmierć ma dla niego bardzo poważne zadanie. W Królestwie Ciemności dzieje się naprawdę źle – w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął arcyważny przedmiot. Jakiś bezczelny złodziej ukradł stuścienną kostkę Śmierci – prastary artefakt od początku czasu służący do obliczania długości ludzkich żywotów. Śmierć jest w kropce i ma nielichy problem – świat dotyka epidemia nieśmiertelności. Jeśli kostka szybko się nie znajdzie, na ziemi dojdzie do prawdziwej katastrofy! 

Książka jest napisana jeżykiem młodzieżowym, co jednak nie znaczy, że jest adresowana tylko do takiej grupy wiekowej. Doskonale sprawdza się jako lektura na wieczór dla osób starszych-pozwala zapomnieć o problemach, i rozśmiesza w sposób taki, jakiego byśmy się nie spodziewali.

Mogłoby się wydawać, że jest to książka czysto rozrywkowa. Jednakże, znajdziemy w niej bardzo ważne przesłanie- śmierć jest potrzebna. Bez niej nie byłoby życia. Tak samo jak bez zła- dobra. Równoważą się one nawzajem i uświadamiają czytelnikowi, że świat bez śmierci nie mógłby istnieć.

Nie ma fantastyki bez opisów przedstawiających świat wykreowany przez autora. Taka jest prawda. Kenneth B. Andersen genialnie pokazuje piekło, a także realia szkolne w Danii- są bardzo podobne do tych na całym świecie. Opisy nie nudzą, co traktuję jako bardzo duży plus- niektórzy autorzy mają tendencję do pisania rozległych fragmentów skupiających się tylko na krajobrazie, co irytuje wiele osób.

Niektórzy po książkę sięgnąć nie chcą, bo uważają, że jest ona adresowana tylko do dzieci. Stanowczo mówię nie! Jest to wartościowa pozycja, której tytuł może na to nie wskazywać, ale uważam, że warto się z nią zapoznać. Powieść mnie zaciekawiła, i jestem ciekawa następnej części.  ,,Śmierć w pigułce” wyszła podobno 12.10, ale nie widziałam jej jeszcze w księgarniach. Stawiam 5/6 zachwycona opisami, fabułą, wartką akcją, sposobem pisania, a także przesłaniem, które czyni ją jeszcze ciekawszą. Jak najbardziej polecam!

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Jaguar. Dziękuję! J

niedziela, 16 października 2011

,,Mrok" Marianne Curley




,,Mrok nadchodzi…”


Wiele osób z utęsknieniem czekało na premierę drugiej części ,,Strażników Veridianu”-,,Mrok”. Muszę przyznać, że ja także, bo pomimo kilku wad, pierwsza część naprawdę mnie zaciekawiła. ,,Straż” została pokochana przez czytelników, choć najpierw wiele osób jej niedoceniało. Ale cieszę się, że to się zmieniło, bo to naprawdę dobra książka.

Isabel i Ethan, do których dołączył teraz wciąż sceptyczny wobec zadań Straży Matt, muszą udać się w podróż inną niż wszystkie. Arkarian, mistrz Ethana, został uprowadzony przez akolitów chaosu i uwięziony w koszmarnym, pełnym najbardziej nieprawdopodobnych stworzeń, świecie. Trybunał nie zgadza się na akcję ratunkową, jednak Isabel, której więź z Arkarianem jest coraz silniejsza, nie zważa na konsekwencje! Dziewczyna namawia Ethana i swego brata, by postawili wszystko na jedną kartę i zaryzykowali przyszłość swoją i całej organizacji... 

Sam pomysł na kontynuację jest bardzo dobry, choć autorka mogła pisać w inny sposób. Momentami wydawało mi się, że książka jest kierowana do młodszych osób, język był delikatny i ubogi. Irytowało mnie to, i miałam nadzieję, że akcja troszkę się rozwinie, że wszystko nabierze tempa. Lecz, niestety, momentami było nudno i schematycznie. 

Jednakże, wszystko rekompensuje przewspaniały Arkarian, którego wielbię.. W sumie mógłby się zachowywać troszkę doroślej, ale i tak jest bardzo interesującą postacią. Isabel mnie momentami irytowała, tak samo Ethan, ale mam miłe wspomnienia związane z nimi.

Narracja prowadzona była dwutorowo- prze Isabel i Arkariana. Myślałam, że opisy wydarzeń z jego perspektywy będą bardziej interesujące, a one nużyły. Miałam wrażenie, że autorka wcale się nie przyłożyła do tych fragmentów powieści. Natomiast historia opisana z punktu widzenia Isabel była bardzo dobrze przedstawiona, nie zauważyłam w niej jakiś ogromnych wad. 

Zawsze chciałam móc podróżować w czasie, i ,,Straż" oraz ,,Mrok" utwierdziły mnie w przekonaniu, że musi być to cudowne uczucie-poznawać ludzi i kulturę sprzed wieków, strzec ich przez ludźmi chcącymi je zniszczyć. Jest to bardzo ciężkie zadanie i czasem trudne do wykonania. 

Powieść mi się spodobała, lecz uważam, że jest gorsza do pierwszej części. Autorka mogła popracować nad językiem, który był dość ubogi, a także nad narracją, która irytowała. Stawiam 4/6 i zachęcam do przeczytania fanów serii, a osobom, które jeszcze nie miały do czynienia z twórczością Marianne Curley polecam część pierwszą:) I niech Arkarian będzie z wami!



Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Jaguar. Dziękuję!

sobota, 15 października 2011

,,Eon. Powrót Lustrzanego Smoka" Alison Goodman


,,Gdy Lustrzany Smok powraca…”

Motyw kobiety udającej mężczyznę jest rzadko spotykany, przez co bardzo oryginalny. Trafiłam na niego w ,,Behemocie” Scotta Westerfielda, lecz nie rzucił mnie na kolana. Mam za sobą podejście drugie, czyli lekturę ,,Eon. Powrót Lustrzanego Smoka” Alison Goodman, która zbiera bardzo dobre opinie na różnych forach i blogach, a także została okrzyknięta najlepszą powieścią fantasy 2008 roku.

,,Kobietom nie przysługuje miejsce w świecie smoczej magii. W powszechnym mniemaniu wprowadzają pierwiastek zepsucia do rzemiosła lorda Smocze Oko, nie posiadają też fizycznej siły i żelaznej woli,niezbędnej do zjednoczenia się ze smokiem. Uważa się, że niewieście oko, zbyt często zapatrzone w siebie, nie potrafi ogarnąć natury świata energii."

Dwunastu kandydatów walczy o zaszczyt zostania uczniem Szczurzego Lorda Smocze Oko, lorda Ido. Wśród nich jest Eon, a raczej Eona, kulejąca szesnastoletnia dziewczyna udająca dwunastoletniego chłopca. Jej marzeniem jest zostanie lordem Smocze Oko, lecz kobiety nie mogą dostąpić takiego zaszczytu. Ten rok jest rokiem Szczurzego Smoka, i to właśnie lord Ido ma objąć władzę nad duchowymi bestiami chroniącymi kraj i cesarza. W dniu wyboru Eona zostaje odrzucona i nagle znikąd pojawia się zaginiony Lustrzany Smok, niewidziany od 500 lat i wybiera na swojego  lorda właśnie ją!

Biorąc powieść do ręki myślałam, że spotkam się z smokami które latają, zieją ogniem. Jednak, okazało się, że te istoty są metafizyczne, dostrzegają je tylko nieliczni. Sam świat wykreowany przez autorkę nawiązuje do chińskiej kultury, i dzięki temu jest bardziej magiczny. System rządów, a także sam kalendarz jest oparty na historii niegdyś potężnych Chin, co doskonale przybliża czytelnikowi obyczaje tamtejszego ludu.

Narracja jest prowadzona przez Eonę, jednakże autorka nie od razu zdradza szczegóły dotyczące głównej postaci-czytelnik musi się głowić, i odgadywać wiele rzeczy. Uważam to za bardzo istotną rzecz, ponieważ wtedy trzeba wysilić swoje komórki mózgowe, co jest o wiele lepsze od czytania książek niezmuszających do myślenia.

Bohaterowie są stworzeni z niezwykłą dokładnością, stwarzając bardzo realistyczne wrażenie. Książka jest napisana tak, że wciąga od pierwszej strony i przenosi do Imperium Niebiańskich Smoków, nie pozwalając się wydostać przed ukończeniem powieści. Opisy są doskonale stworzone i nie nudzą, jak to się zdarza w przypadku wielu powieści o tematyce fantasy.

,,Eonem” Alison Goodman udowadnia, że jest doskonałą pisarką. Jej pomysł był niezwykle skomplikowany i przelanie całej historii musiało być bardzo czasochłonne. Książka jest dopracowana w stu procentach i zawiera to, co powinna zawierać każda książka fantasy: realistyczne opisy przenoszące do świata stworzonego, bohaterów, którzy mogliby żyć naprawdę, wartką akcję, a także rozbudowaną narrację.

Powieści niczego nie brakuje, jest doskonała w każdym calu. Zachęcam do zapoznania się z nią każdego fana fantastyki, ponieważ jest to pozycja, którą powinno się znać. Wzbudziła we mnie wiele uczuć, których nie mogłam okiełznać, zakleszczając się w moim umyśle na bardzo długi czas. Stawiam 6/6 i potwierdzam, że należał jej się tytuł najlepszej książki fantasy 2008 roku!

***
Zasłuchuję się w genialnej piosence Trading Yesterday- ,,Shattered". Szkoda, że zespół nie jest bardzo znany:/ http://www.youtube.com/watch?v=w_LOOKssMpA

piątek, 14 października 2011

Stos 11-czyli książek wciąż przybywa...

Od góry:
Kenneth B. Andersen-,,Kostka Śmierci"-od Jaguara

Marianne Curley-,,Mrok"-tjw:)

Tara Hudson- ,,Pomiędzy"-od Nastek.pl - recenzja: http://nastek.pl/recenzje/8073,Pomiedzy

Lesley Livingstone-,,Oddech Nocy"-także od nastka^^

Ilona Andrews-,,Magia kąsa"-zakup w empiku

Alison Goodman-,,Eon."-tjw:)

Ida Pierlotkin-,,10 minut rowerem"-od Sztukater.pl

Lynn Ewing-,,Córki Księżyca 2"- od Sztukater.pl

Jan Ćwikliński-,,Kapitan opuszcza swój statek"-tjw:)
***
Książek mi przybywa, a recenzji piszę mało. A dlaczego? Wszystko przez szkołę:/

środa, 12 października 2011

,,Pomiędzy" Tara Hudson

,,But somehow I got caught up in between'' Linkin Park- In Between

Duchy. Umarli zatrzymani na ziemi w jakimś celu. Często do końca nie wiadomo w jakim. Plączą się po świecie - najczęściej cierpiąc. Są pomiędzy. Ani żywi, ani w zaświatach. Nie czują wiatru, kropel wody, promieni słońca na ciele. Nie czują nic. Po prostu są, najczęściej nawet nie mogą niczego dotknąć. Po prostu istnieją.


Całą recenzję znajdziecie na: http://nastek.pl/recenzje/8073,Pomiedzy

poniedziałek, 10 października 2011

,,Wichry Archipelagu" Bradley P. Beaulieu



Wiele osób porzuciło fantastykę na rzecz romansów paranormalnych. Muszę się przyznać, że ja też to zrobiłam. Historie o nastolatkach zakochujących się w istotach paranormalnych wciągają, a jak! Ale czasem człowiek ma już dość tej schematyczności, ciągle tego samego, braku oryginalności. I wtedy wraca się do fantastyki, szukając jakiś perełek, które umilą jesienny wieczór. Takim sposobem trafiłam na ,,Wichry Archipelagu”- dość grubą powieść autorstwa Bradleya P. Beaulieu.


Całą recenzję znajdziecie na: http://nastek.pl/recenzje/8063,Wichry-Archipelagu

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...