Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 stycznia 2013

Erin Morgenstern, Cyrk nocy


 Witajcie w Le Cirque des Reves: w namiotach w biało-czarne paski czekają was niezwykłe przeżycia, można się tam zgubić w gąszczu chmur, przechadzać po bujnym ogrodzie z lodu i podziwiać, jak wytatuowana kobieta guma wciska się do szklanego pudełka. W tym świecie iluzji rozgrywa się zaciekła rywalizacja – pojedynek dwojga magików, Celii i Marca, których od dzieciństwa szkolili właśnie w tym celu władczy nauczyciele. Rywale nie wiedzą, że w tej grze może być tylko jeden zwycięzca, a cyrk jest areną niecodziennej bitwy, w której bronią jest wyobraźnia. Kiedy zaś Marco i Celia dadzą się ponieść uczuciu, ich mistrzowie zdecydują się na bezwzględną interwencję.

Czytając opisy można dowiedzieć się wystarczająco dużo, aby sięgnąć po daną pozycję. Można też zepsuć sobie radość ze stopniowego odkrywania misteriów danego świata. Równie dobrze można się zniechęcić i stwierdzić: o nie, to nie dla mnie. Lub można się nadziać na zdania, które kompletnie nie oddają akcji i fabuły. Bolesne to nadzianie się. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że Cyrk nocy jest tego doskonałym przykładem, bo wnioskując po opisie Erin Morgenstern pisze o wielkim pojedynku – spodziewamy się bitwy, walki. Kolejne myśl – ach, pewnie iluzjoniści to młodzież, która się w sobie zakocha, kolejne nastoletnie miłostki, jakbyśmy za mało tego na rynku mieli. Błąd.

Najlepsze jest to, że Marco i Celia młodzieżą są tylko przez chwile. Cyrk nocy to opowieść o pojedynku, prawda, ale trwa on dość długo i powoduje wiele nieprzewidzianych wcześniej wydarzeń. Pojedynek ten na dobrą sprawę sięga hen przed akcją opisaną w książce, dotyczy on ojca Celii i nauczyciela Marca, którzy z własnych pobudek nie chcą sami się tym zająć, tylko wystawiają coś na styl ludzkiego mięsa armatniego. I to mięso armatnie ma walczyć między sobą nie pięściami, ale na twory, jedno stworzy to, drugie w odezwie to i  tak dopóki nie zostanie wyłoniony zwycięzca.

Nie jest to na pewno coś dla osób lubujących się w wartkiej akcji. Gra pozorów, gra na drobne kroki, gra na inteligencję, subtelne zmiany – na tym opiera się cyrk. Wielce wyrafinowany, czarno-biały, niesamowity, magiczny, niepowtarzalny. Chciałabym go kiedyś odwiedzić, chciałabym się do niego przenieść, zasmakować, zawitać w Lodowym Ogrodzie, przyjrzeć się pokazom Celii, posłuchać wróżb Isobel, poznać bliźnięta i Tsukiko, intrygującą postać, za którą snuje się cień przeszłości. Nie do wiary, ale ponownie się zakochałam, tym razem w Le Cirque des Reves, w tamtejszej atmosferze.

Pojedynek pojedynkiem, może i to on jest filarem akcji, ale autorka zastanawia się nad istotą czasu i przyszłości, nad tym, co nadal dla ludzkości jest tajemnicą i pewnie na zawsze nią pozostanie. Tworzy tak barwną opowieść, nie gubi się w przestrzeni, którą wykreowała – opisy cyrku i dwutorowa akcja są trudne do utrzymania na poziomie. Wątków jest wiele, wszystkie łączone są przez namioty w czarno-białe paski.  Co wzbudziło moje zadziwienie – tej książki nie da się czytać szybko. Po prostu nie da się i już. Nie można wyprzedzić wydarzeń, trzeba wszystko samemu odczuć i odkryć, zobaczyć i doświadczyć, tempo narzucone jest nam z góry. Dla mnie to nowość, niewielu autorów zatrzymywało mnie słowami i kazało się dokładnie wczytywać. Erin Morgenstern powiększyła to grono.

Z przyczyn losowych nie mogłam czytać książki jednego dnia, trzeba było przerywać, ale nawet odchodząc wciąż miałam ją w głowie. Czaiła się za rogiem krzycząc – wracaj i czytaj! Przypominała mi trochę Wróżbiarzy Libby Bray, może przez to, że rozgrywa się w podobnym okresie. I jest w niej podobna magia i magnetyzm. Głupotą z mojej strony byłoby, gdyby ten tekst nie był istną pieśnią pochwalną, gdyż Cyrk nocy to świetna powieść opowiadająca o trudnej miłości i o niepowtarzalnych osobowościach upchniętych razem przy pracy nad i w cyrku. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Zachęcam bardzo, bardzo, bardzo! Szóstka może o tym doskonale świadczyć! Nie ma to jak na nowy rok przeczytać sobie coś fantastycznego, mam nadzieję, że cały 2013 będzie obfitował w takie lektury.

czwartek, 1 listopada 2012

J. Baggett, H.C. Corbett, A. Pressner, Dziewczyny w podróży


 O podróżach czytać? Zawsze i wszędzie. Choćby świat się walił i palił.

Podczas wspólnych wakacji w Argentynie, wysoko nad wodospadem w dżungli, trzy przyjaciółki zawierają układ. Ponieważ wszystkie są na życiowych rozstajach, postanawiają rzucić nowojorskie kariery, pozamykać mieszkania, zerwać związki i wyruszyć w roczną podróż dookoła swiata. Ma to być podróż po odpowiedzi na życiowe pytania. Autentycznością i optymizmem Dziewczyny w podróży zainspirują każdego, komu kiedykolwiek zdarzyło się zakwestionować swoje życiowe wyboru i zapragnąć nadać życiu nowy kierunek.

Marzyliście kiedyś o podróży dookoła świata? Poczuciu się jak prawdziwy Globtrotter? Zobaczeniu miejsc,  o których nigdy byście nie zapomnieli? Życiu z tubylcami z najdalszych zakątków? Taka podróż może też pozwolić Wam ,,odnaleźć siebie”. A jak nie macie możliwości jej odbycia… Od czego są podróże książkowe? Internetowe? Filmowe? Może i to nie jest to samo, co prawdziwy wyjazd, ale daje nam jakąś namiastkę, przybliża…

Mam słabość do reportaży i relacji z podróży do miejsc, które chciałabym kiedyś odwiedzić. Kiedy tylko mogłam, zaczytywałam się w Pawlikowskiej, Cejrowskim, oglądałam programy Wojciechowskiej, ostatnio także zabrałam się za Kapuścińskiego, głównie z uwagi na moją miłość do kraju, jakim jest Rosja. A historia Jen, Holly i Amandy jest fantastyczna, a sposób, w jaki spisały swoje przygody, ma w sobie to coś, co sprawia, że ze strony na stronę podróżujemy razem z nimi. Teraz, na podstawie ich przeżyć, mogę śmiało stwierdzić, że byłam już w Kenii, Indiach, Australii, Nowej Zelandii, Laos, Wietnamie, Tajlandii, Brazylii, Peru, Boliwii – może i nie podróż moich marzeń, ale jednak są to miejsca, o których dzięki powieści trochę się dowiedziałam i mam motywację, aby może kiedyś tam się wybrać.

I podoba mi się także to, że nie są to same suche fakty, ale dziewczyny przedstawiają swoje spojrzenie na świat, swoje odczucia. Nagle z wszelkich nowojorskich wygód przenoszą się do miejsc z łóżkami pełnymi karaluchów, wychodkami, nachalnymi sprzedawcami… Do świata znanego z przewodników, a przewodniki często pomijają jakieś drobne fakty. Dlatego właśnie cenię sobie powieści w tym stylu. Bo być może ja na takie warunki zareagowałabym tak samo. I od razu wiem, gdzie warto się udać w tym i w tym miejscu.

Na Manhattanie miałam wrażenie, że zatruwające mi życie problemy osobiste pochłaniają całą moją energię i myśli. Teoretycznie wiedziałam oczywiście, że w porównaniu z większością ludzi na świecie wiedzie mi się całkiem dobrze. W rzeczywistości jednak nie zdawałam sobie sprawy, jaką jestem szczęściarą. Nie chodzi o to, że już nigdy nie będę się przejmować karierą, złościć na kogoś ze znajomych lub płakać nad związkiem z mężczyzną. Przeciwnie – gwarantuję, że będę. Ale jeśli takie mają być moje najgorsze zmartwienia, to znaczy, że jestem wybranką losu i już nigdy, przenigdy nie odwrócę się od problemów ludzi, którzy mieli w życiu mniej szczęścia. Czy to w podróży dookoła świata, czy w domu.

Od małego lubiłam podróżować, ale dopiero po lekturze Dziewczyn w podróży zrozumiałam, że dopóki mogę, to nie powinnam marnować czasu na bezczynne spędzanie wakacji przed komputerem, tylko wyjechanie gdzieś. Bohaterki swoją postawą, zaangażowaniem, zawzięciem udowodniły, że podróże to ważna część naszej egzystencji. I są dla mnie niemałą inspiracją do spełniania swoich marzeń. Dlatego zamierzam zacząć je spełniać. Małymi kroczkami, powoli, aż w końcu dojdę do dużych marzeń. A marzenia się nie kończą, więc będę miała co robić do końca życia. Jedno jest pewne – podróże nas zmieniają. Niektóre bardziej, inne mniej, ale nie da się uciec od tych zmian, które wnoszone są w życie w trakcie dalekich eskapad. A nawet tych bliskich. Bo mamy chwilę, żeby uciec od codziennego zgiełku, pomyśleć o naszym życiu, poznać coś nowego i z bagażem doświadczeń wrócić do domu… I może zacząć funkcjonować inaczej? 6. Tej decyzji chyba nie muszę tłumaczyć. 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...