środa, 30 stycznia 2013

Stanisław Lem, Dzienniki Gwiazdowe


Czego możemy się nauczyć od kosmitów? W cyklu opowiadań pisanych przez ponad trzydzieści lat Stanisław Lem udowadnia, że bardzo wiele. Bohater "Dzienników gwiazdowych", Ijon Tichy, niczym Guliwer obcuje z różnymi istotami pozaziemskmi. Podczas swych licznych wojaży międzyplantetarnych podróżnik poznał rozmaite obce cywilizacje, stworzone tak przez istoty myślące, jaki i przez zaawansowane roboty. Zaskakujące, ale kosmici mieszkający na oddalonych w przestrzeni (czasem także czasie) planetach mają więcej wspólnego z nami, niż mogłoby się wydawać...


Jak ja dawno się nie namęczyłam z czytadłem, tak jak z Dziennikami Gwiazdowymi. Czytałam je dwa tygodnie! Dwa! I nie tak, że się położyłam i czytałam godzinkę, nie, za każdym razem nawet najdrobniejsza zmiana otoczenia typu: spadające lampki, huk zsuwającego się śniegu, padający śnieg, pies, migający telefon, zmiana piosenki na traciliście, dźwięk telewizora z dołu sprawiała, że chętnie podnosiłam wzrok i odciągałam umysł od Ijona Tichy’ego! A potem klęłam pod nosem, że znowu wypadłam z pozornego rytmu i że znowu musze się napocić, aby wczuć się w historię.

Dlaczego szło tak topornie? Może dlatego, że mam za mało wprawy. Potrzebuję wyćwiczyć skupianie się, bądź po prostu czytać więcej starszych lektur. Po drugie powinnam była wyłączyć wszystkie odciągacze uwagi. Ale przynajmniej się nie poddałam i nie przerwałam w krytycznym momencie – była to bodajże Podróż XXI. Zaczęła się ciekawie, ale po paru stronach złapałam się na tym, że przysypiam bądź myślę o tysiącu siedmiuset sześćdziesięciu pięciu innych rzeczach. Albo inaczej, o, im podróż dłuższa, tym mnie bardziej nie chciało się czytać. Ale biorąc pod uwagę fabułę Dzienników Gwiazdowych, jedyne, co mi pozostaje, to zachwyt kompletny!

Uwielbiam różne zakrzywienia czasoprzestrzeni;  rozcząsteczkowanie się; tajemniczą planetę z robotami, gdzie nasz główny bohater poleciał, by odkryć, co się tam wydarzyło; wielki sąd, przedstawiciela Erydanu i jego słynny chwyt oratorski (strzelenie w podłogę amfiteatru tomami Kodeksu Międzyplanetarnego);  zarządzanie historią i ciekawe wyjaśnienia niektórych zjawisk. Podróży jest wiele,  a większość z nich, pomimo trudnego, aczkolwiek genialnego języka, pokochałam od pierwszego wprowadzenia w sytuację.

Mimo wszystkie trudy i męki, o jakie mię przyprawiła, rad byłem takiemu obrotowi rzeczy, gdyż przywrócona mi została, nadszarpnięta przez malwersantów kosmicznych, wiara w przyrodzoną zacność mózgów elektronowych. Jak to jednak miło pomyśleć, że tylko człowiek może być draniem.

Stanisław Lem bawi się w humorystyczne przekazywanie wartości, stara się być przystępny dla czytelnika, ale najważniejszym jest to, że jego idee są niesamowite! […]umiał jednocześnie chędać, rypcić i mandolić[…]. I ktoś mi teraz powie, że od tak może wymyślić takie słowa i ich genezę? Albo, o, kobieta-taboreta, heksan, KUC (Komisja ds. Cudnych Lic), CIPEK (Centralny Instytut Pełnej Estetyzacji Kończyn), IURNA (Instytut Upowszechniania Radykalnie Nowej Anatomii). Z tego można się po prostu śmiać, a potem opowiadać znajomym co też ten Lem wymyślił.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Lema mogę uznać za udane, choć jednak Dzienniki Gwiazdowe przeczytam ponownie, mam taką mentalną potrzebę, gdyż jeden raz to za mało. Będę Was zachęcać do sięgania po nieco starsze lektury, do których języka po prostu trzeba się przyzwyczaić – a często są o wiele lepsze niż to, co aktualnie wychodzi. Starsze powieści nie są złe, ba, niektóre są fantastyczne w każdym tego słowa znaczeniu. Mam w zanadrzu jeszcze Bajki Robotów i jak tylko uporam się z małym stosem poczekujących tomów, niezwłocznie zapoznam się z tym, co tam Lem zmajstrował. Niestety oceny nie wystawię, mój mózg jest niezbyt do tego zdolny. Ten polski pisarz tworzy inaczej, nie każdemu ten styl może podejść, ale warto próbować. Bo niejedną przygodę z Ijonem odbyłam i nie jedną jeszcze odbędę.

A za zarażenie mnie Lemem dziękujemy kochanej sis Jenny!

Tak mi to jakoś po głowie chodzi...

4 komentarze:

  1. Niedawno a jez. polskim przerabialiśmy fragment tej książki. Potwornie mi się spodobŁ i nie mogę się doczekać az pochłonę całą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa twórczości Lema, bo styczność z nim miałam jedynie na języku polskim, kiedy omawialiśmy fragmenty ,,Bajki robotów'' ;) Z pewnością sięgnę po tę pozycję skoro tak polecasz :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakiś czas temu przeczytałem "Bajki robotów" Lema. Rzeczywiście, czasami ciężko przez to przebrnąć, ale zdarzały się i bardzo ciekawe opowiadania, więc tak to już chyba jest z tą twórczością Lema.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...