poniedziałek, 29 lipca 2013

Janet Evanovich, Po pierwsze dla pieniędzy

Kiedy wylatujesz z pracy, windykator zajmuje ci samochód, a matka zabawia się w swatkę, jesteś gotowa desperacko chwycić się absolutnie każdego zajęcia. Nawet jeśli oznacza to, że zamiast wklepywania danych do arkuszy kalkulacyjnych będziesz łapać bandziorów. Gorzej, jeśli jednym z nich jest facet, który wykorzystał cię na podłodze cukierni. A konkretnie, to za ladą z eklerkami. No, ale to było dawno temu. Naprawdę, nic osobistego.
Nie do końca wiem, czy aż takim wstydem byłoby się przyznać, że najpierw Stephanie Plum znałam tylko z filmu, a do papierowego pierwowzoru wcale mnie nie ciągnęło. Ostatnio diabeł mnie podkusił i nabyłam część pierwszą serii dzięki temu, że była dołączona do Glamour (nie lubię tego czasopisma, ale się poświęciłam). Jakkolwiek znałam już początkowe przygody Śliweczki, wciąż niemałą radość sprawiało mi czytanie o coraz większych kłopotach, w które się pakowała ze strony na stronę. Do powszechnej wiedzy należy fakt, że seria to same czytadła (czytadło = książka, którą się łatwo, przyjemnie czyta, ale o niewielkiej wartości literackie – sjp.pwn.pl), toteż moi drodzy czytelnicy nawet nie ważcie się spodziewać czegoś więcej!

Jeśli: a) potrzebujecie chwili odpoczynku po ciężkich wydarzeniach/trudnej lekturze/kilku trudnych lekturach; b) macie ochotę na odprężenie się; c)nie chcecie się zbytnio wysilać – Po pierwsze dla pieniędzy to idealna propozycja dla Was! Uspokoi, sprawi, że pośmiejecie się trochę z absurdalności wydarzeń i dziwnych zbiegów okoliczności. Jednakże, patrząc na powieść nie przez pryzmat zabawy, a czegoś poważniejszego, to… nie ma czego w niej szukać.

Lekki język nawet momentami wpędzał mnie w stan irytacji, gdyż starałam się choć w jakimś stopniu odpocząć od odmóżdżaczy (od książek też miałam pewną przerwę, ale to przemilczmy). Wydarzenia zbyt przewidywalne, główna bohaterka zbyt roztrzepana, znalazłabym milion powodów, żeby nie polecać tej książki. A i sama nie mam parcia by czytać kolejne części, jakoś mnie do tego nie ciągnie. Niestety czy stety? Chyba stety. Jestem głodna ambitnych lektur, więc jeśli ktoś ma nastawienie jak ja – nie polecam.


Co jak co, jednak jest to  jeden z najlepszych czasoumilaczy, jakie kiedykolwiek czytałam. Mamy teraz wakacje, to akurat, jeśli znajdą się jakieś istoty, które dotąd jak ja jeszcze nie tknęły Śliweczki, zapraszam, poznajcie Stephanie, pośmiejcie się z niej i jej zachowań, czyli po prostu poprawcie sobie humor i spędźcie leniwy dzień nad lekturą. Nie zrażajcie się jej szaleństwem, można się do niego przyzwyczaić a nawet je polubić. Po dłuższym zastanowieniu i przetrawieniu wystawiam ocenę 3, pasującą jak ulał do tego typu rozrywki. 

15 komentarzy:

  1. Najlepszy czasoumilacz na wakacje? W takim razie muszę w końcu zabrać się za tę książkę, niedawno ją kupiłam, ale ciągle leży w torebce nierozpakowana. To będzie idealna lektura na plażę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czasem mam ochotę na coś takiego odstresowywującego od fantastyki. Ale przyznam, że jak ją zobaczyłam, to myślałam, że to jakiś poradnik xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę wiele przeczytałam na temat Śliweczki, ale nadal nie czuję się przekonana. Zamiast tej serii moim czasoumilaczem i wysyczaczem mózgu jest seria "Plotkara", ale Śliwce nie mówię nie. Jestem kobietą, nie wiadomo co mi do głowy wpadnie :b

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plotkara! Uwielbiam! Na którym sezonie i odc jesteś? :)

      Usuń
  4. Nie ma słów opisujących moją miłość do tej serii <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka rzeczywiście jest świetna jeżeli chcemy poprawić sobie humor lub po prostu spędzić miło czas przy mało wymagającej lekturze :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Akutalnie czytam tą książkę, ale idzie mi to opornie. Jednak to nie jest spowodowane jaka jest książka, tylko nie mam zbytnio czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z chęcią przeczytam : )

    Pozdrawiam, obserwuje i zapraszam do siebie.
    http://naszksiazkowir.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie było odwrotnie, najpierw dowiedziałam się o książce, do której też mnie raczej nie ciągnęło. Potem w czasie tej promocji postanowiłam zaryzykować, bo przecież 11 zł, to nie fortuna, a dopiero potem dowiedziałam się, że film też jest. I zgadzam się, książka jest świetnym czasoumilaczem:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chętnie bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozejrzę się za tym czasoumilaczem;) Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja właśnie teraz nie czytam nic ambitnego, raczej lekkie lekturki, ale na razie do Śliweczki mnie nie ciągnie, zaczęłam trochę czytać, ale mnie też męczył ten język i odłożyłam.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zabieram się do czytania ^^

    nakolorowane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś nominowana przeze mnie do Liebster Blogger Award 2 :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Od dawna chcę zapoznać się z przygodami Śliweczki. Przyda mi się taki "czasoumilacz". :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...