niedziela, 15 lipca 2012

Linkin Park, Living Things

Któż by nie znał Linkin Park – amerykańskiego zespołu grającego różne odmiany rocka, który około dwanaście lat temu podbił serca wielu ludzi. Ja swoją przygodę z nimi zaczęłam rok temu – od płyt Meteora i Minutes to Midnight. Te dwie płyty były po prostu wspaniałe, choć różniły się nieco stylem. Meteora przypominała Hybrid Theory – pierwszy i najlepszy krążek formacji, a Minutes to Midnight podchodziła pod elektroniczne brzmienia. Fanom się to spodobało, a zespół postanowił dalej iść w tym kierunku. Takim sposobem powstało A Thousand Suns, czwarty krążek, ale przyznam, że to już jednak nie to samo LP, co kiedyś. Z podobnym nastawieniem sięgnęłam po Living Things- najnowszą, piątą płytę zespołu. I…

Jest średnio. Utwory wpadające w ucho mieszają się z rąbanką(a warto pamiętać, że mam wysoki stopień tolerancji co do muzyki), która zamiast zachęcać, irytuje i zniechęca. Przykład – Lies Greed Misery – jak pierwszy raz to usłyszałam, nie mogłam uwierzyć, że jeden z moich ukochanych zespołów stworzył coś takiego. Dlaczego rok temu pokochałam LP? Bo charakterystyczne darcie Chestera było … niesamowite. Naprawdę. I jeszcze przyglądanie się, jak on to robi na koncertach, jak już traci głos po którejś z rzędu piosence – bezcenny widok. A na nowej płycie właśnie tego mi zabrakło. Zabrakło mi mocnych brzmień gitar elektrycznych. Tego powera, którego dawały utwory.

Tęsknię za starym LP i mam nadzieję, że może kiedyś wrócą do tego, co było. Zdobyli fanów swoją oryginalnością, a teraz z płyty na płytę jest coraz gorzej. Słuchając I’ll be gone przypominały mi się czasy, gdy zasłuchiwałam się w New Divide i w trzeciej płycie – jest to piosenka, która trochę nawiązuje do wcześniejszej twórczości zespołu. Może nie słychać tylu growlów Chestera, ale dźwięki gitar wciągają utwór i wypełniają umysł. I dobrze! Niektóre utwory kompletnie nie zapadły mi w pamięć, nie mogłam skojarzyć tytułów z danym tekstem. Dopiero czwarte czy piąte przesłuchanie płyty sprawiło, że zaczęłam się wciągać. Oczywiście, niektóre piosenki wybijały mnie z tego wciągnięcia, ale, np. spokojniejsza Castle of Glass ponownie mnie wciągała.
Może się wydawać, że piosenki są do siebie podobne, bo są. I naprawdę na początku nie mogłam ich odróżnić. Ale jest taka jedna, którą poznałabym wszędzie – Until it breaks. Jak tylko słyszałam początek, to od razu zaczynałam szukać pilota, byleby tylko jak najszybciej to wyłączyć. Wokal Mike’a kompletnie mi nie podchodzi, sytuację ratuje (chyba jak zawsze) refren Chestera, dla którego mogę się jakoś przemęczyć.
A teraz, tak na koniec – o tekstach. W teksty zagłębiam się tylko wtedy, gdy jakaś piosenka bardzo mi się spodoba… A żeby dokładniej zrozumieć przekaz utworów, ich wartość, to muszę trochę poczekać, muszę trochę posłuchać, i wtedy będę mogła na spokojnie stwierdzić, co mi się w nich podobało, a co nie.
Jest to moja pierwsza recenzja płyty i przyznam, że pisanie jej sprawiło mi niemałą radość. Living Things jest płytą średnią, całościowo mogę ocenić ją na 4 – głównie dzięki niektórym pozycjom, które mi się spodobały, i mojemu sentymentowi do zespołu. Fani pewnie sięgną po płytę, niektórym może się spodobać, ale dla osób dopiero zaczynających swoją przygodę z Linkin Park mam radę – zacznijcie od Hybrid Theory, a nie pożałujecie!
Za płytę baaaaaardzo dziękuję Pani Agacie i sklepowi internetowemu Merlin.pl!

12 komentarzy:

  1. Mi najbardziej spodobała się z tej płyty piosenka "I’ll be gone" strasznie klimatyczna. W ogóle uwielbiam Linkin Park, ale ich poprzednie płyty były znacznie lepsza. "New Divide" to pierwsza płyta i piosenka tego zespołu, którą słuchałam. W tej płycie podobało mi się tylko kilka piosenek, niektóre są dość dziwne i napisane tak nijako. Co do Hybrid Theory, to dla tych, którzy nie słuchali jeszcze Linkin Park (o zgrozo jest ktoś taki?) to dość dobry start. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Od czasu do czasu słucham LP, ale to ich pierwsze piosenki zawsze przychodzą mi na myśl kiedy ktoś mówi o tym zespole. Faktycznie, płyta ta jest średnia, ale piosenki są chwilami bardzo klimatyczne i takie.. inne. :) I chyba to mi się właśnie w nich podoba przede wszystkim. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też uważam, że LP kiedyś mieli lepsze piosenki. Moją ulubioną płytą jest Hybrid Theory i jej słucham namiętnie, za nową nie przepadam dlatego też omijam ją szerokim łukiem:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie podzielam zachwytów nad tym zespołem. Pierwsze dwa, może trzy single mieli fajne. Potem mi się przejadło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sihh, jednak zaczęłaś z płytami? ^^
    A czytałaś moją reckę? http://duzeka.pl/catalog_more/id/331

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście, ta najnowsza płyta jakaś taka... jakby nie ich jest. Z poprzednich najbardziej ubóstwiam "In the End" :D

    OdpowiedzUsuń
  7. LP słuchałam od czasu do czasu w czasach licealnych. Teraz raczej to już nie moja bajka. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. "I'll be gone" też mi się kojarzy z "New Divide"

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam LP i tę płytę słuchałam z wielkim zaciekawieniem. I mam bardzo podobne zdanie co Ty :) rzeczywiście kilka piosenek to już coś innego... coś co absolutnie nie pasuje do LP. z tej płyty mam 3 ulubione piosenki m.in. "In the echo", 'castle of glass"... 4 lub nawet 5 drażni moje ucho, reszta jest mi bardzo neutralna...mimo wszystko czekam na kolejne utwory i nową płytę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. LP słucham od dziecka, ale tej płyty jeszcze nie przesłuchałam... Chyba trochę się jej boję, bo słyszałam z 2 kawałki i powiem na razie tyle- nie cierpię takiego elektronicznego miału.

    OdpowiedzUsuń
  11. LP to jedna z moich największych miłości <3 wszystkie płyty mam co pradwa tylko w formacie mp3 a nie na krążkach :/ ale dobre i to. Zazdroszczę płyty!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...