Aleksandra i jej bracia wiodą beztroskie życie na królewskim dworze swojego ojca. Jednak rodzinna sielanka pryska nagle, gdy królowa ginie z łap okrutnej bestii, a król powtórnie się żeni - z kobietą, która nienawidzi pasierbów. Po nieudanej próbie odkrycia mrocznych tajemnic macochy Aleksandra zostaje wywieziona do ponurej krainy Midland, jej bracia zaś wygnani z Królestwa. Aby odmienić zły los i odzyskać braci, Aleksandra musi odnaleźć w sobie niezwykłą moc, którą czerpie z sił przyrody. Pomocny okaże się także tajemniczy książę Gabriel, z którym dziewczynę połączy gorące uczucie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zoe Marriott. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zoe Marriott. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 czerwca 2013
Zoe Marriott, Królestwo Łabędzi
środa, 29 sierpnia 2012
Zoe Marriott, Cienie na Księżycu
,,Kilkunastoletnia Suzume orientuje się, że ojczym, z którym mieszka, jest odpowiedzialny za śmierć jej ojca. Postanawia się zemścić. Dzięki swoim umiejętnościom magicznym ukrywa się w kuchni pałacu ojczyma, ucieka na ulice nieznanego miasta, wydostaje się z więzienia… Wie, że musi zdobyć względy wszechwładnego Księżycowego Księcia, aby pomścić śmierć ojca. Ale nawet jeśli potrafimy się ukryć dla oczu innych, czasem ich serce jest bardziej przenikliwe… A nasze serce też nie zawsze podąża za planami mózgu… Suzume będzie musiała wybierać między zemstą a miłością. Piękna, prawdziwa, przesycona magią opowieść.”
Ta książka
mnie odrzucała. Czekała 3 i pół miesiąca na przeczytanie. Okładka cudna,
recenzje zachęcające, nawiązanie do Japonii… Niby wymarzona powieść dla mnie,
ale jednak coś mnie blokowało. Blokowało mnie dość długo. Blokada ta zaczęła
się chyba po lekturze 1Q84, może dlatego, ze ta powieść tak mną wstrząsnęła, że
musiałam od Japonii po prostu odpocząć. Anime w odstawkę. Manga w odstawkę.
Soundtracki z anime w odstawkę. I odpoczęłam, dość długo. Aż tu nagle, w ramach
nadrabiania recenzenckich zaległości, wypadało się zabrać za Cienie na
Księżycu. Dobra, czytamy, najwyżej odłożę i skończę kiedy indziej. A tu nagle…
Przepadłam!
Będzie
krótko i na temat – zakochałam się w tej historii. Po prostu i dosłownie. Jest ona
piękna w każdym tego słowa znaczenia. Piękna i smutna, bo nie jest to wesoła,
pocieszna historyjka. Jest to historia o przepełniającym poczuciu winy, o
poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi i także o tym, do czego może doprowadzić
nienawiść. I miłość. Wszystko to łączy się w niepowtarzalną mieszankę, która
wciąga od pierwszej strony i nie pozwala nam opuścić tego baśniowego świata aż
do samego końca. A potem jeszcze jesteśmy więźniami historii, myślimy,
analizujemy…
,,I znów Akira zaprezentowała taniec. Odgrywała w nim rolę ducha, który, coraz smutniejszy, samotny, szuka kogoś, kto go dostrzeże i pokocha. Rozpoczęła szerokimi, błagalnymi ruchami, które nosiły ją po całym pokoju, ale stopniowo stawały się coraz bardziej powściągliwe i niepewne, jakby duch tracił nadzieję, że spełni się jego pragnienie. W końcu Akira skuliła się i przywarła do podłogi. Stworzyła tak namacalny nastrój rozpaczy i tęsknoty, że spodziewałam ujrzeć na jej twarzy łzy. Chciałam podejść i ją pocieszyć. Taki właśnie był jej cel. Sprawić, aby widz odczuł potrzebę niesienia pociechy. ‘’
Ciężko
nadal mi się otrząsnąć z pod płachty zachwytu powieścią, naprawdę, ciężko. Wciąż
o niej myślę, wciąż ubolewam. W trakcie lektury nie możecie liczyć na brak
wzruszeń, będzie ich od groma. Możecie płakać parę razy, pociągać nosem,
chodzić po domu ze smutną miną. Akurat to już jest za mną, aktualnie cieszę
się, że po powieść sięgnęłam i przeżyłam tak wspaniałą przygodę.
I
chwalę też sposób, w jaki autorka świat stworzyła. Niezwykle realistyczny,
namacalny, oddała masę szczegółów tak, abyśmy mogli się poczuć, jakbyśmy byli w
Japonii. Zaraz.. Przecież to nie Japonia, to Księżycowe Królestwo! Ale
wzorowane jest na Japonii, ludzie noszą japońskie kimona, żyją jak Japończycy. I
możemy poznać bliżej ich wspaniałą kulturę.
Dlatego
stawiam pełną 6, sądzę, iż dzieło Pani Marriott na to w pełni zasługuje. I zachęcam,
bo naprawdę warto. Całym sercem kocham historie tego typu, takie nieco
baśniowe, one mnie inspirują i motywują, dają wiarę, że jeszcze jest nadzieja. Że jeszcze nie wszystko jest skończone, że
zawsze znajdzie się jakieś wyjście. I że nie trzeba być więźniem własnych
czynów, bo to nas zabija od środka. Trzeba starać się uwolnić od swojej
przeszłości. Można ją też rozgrzebywać, jak by ktoś chciał ;)
Za
książkę dziękuję bardzo serdecznie Wydawnictwu Egmont!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

