niedziela, 8 września 2013

John Green, Gwiazd naszych wina

 
Hazel ma szesnaście lat, a jednym z nieodłącznych elementów jej życia jest aparat tlenowy o imieniu Philip. Odkąd trzy lata temu zachorowała na raka, nie chodzi do szkoły, spędzając dni głównie na czytaniu i oglądaniu ,,America’s Next Top Model”. Jednak gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje Augustusa, w jej życiu następuje zwrot o 180 stopni. Czeka ją podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.

Nie wypłakałam całych płynów ze swojego ciała, nie miałam ochoty rzucać książką (dobra, może trochę, ale to z uwagi na pewne kluczowe wydarzenie), gdy już ochłonęłam po zakończeniu (którego można się było spodziewać), zrozumiałam, że ta opowieść wcale nie jest tak wstrząsająca i oryginalna. Że John Green nie napisał tego aż tak dobrze. Że już w wielu przypadkach motyw chorych nastolatków pojawiał się i był o wiele lepiej przedstawiony – dla mnie Szkoła Uczuć / Jesienna Miłość to najlepszy tego przykład.

Autor próbował ująć temat w bardziej żartobliwy sposób – przecież wspomnienie o śmiertelnych chorobach, nowotworze i raku nigdy nie było i nie będzie przyjemne, dlatego potrzeba nie lada umiejętności, żeby nie zniechęcić tematem czytelników. Z różnych powodów lubię takie opowieści. Bardzo przypasował mi do gustu film Niespokojni (z Mią Wasikowską, jeśli ktoś nie widział, polecam!), czy też Bez mojej zgody Jodi Picoult. Tutaj dostałam dosyć niepokorną i pogodzoną ze swoim losem bohaterkę, której brakowało pewności siebie i chłopaka będącego jej przeciwieństwem. Stworzyła się z tego ładna para, która starała się cieszyć życiem w obliczu faktu, że w jednym momencie któreś z nich może nagle zniknąć ze świata żywych.
Nie docierają do mnie wszelkie zachwyty ludzi twierdzących, że Gwiazd naszych wina to genialna historia, fantastycznie napisana powieść, itd. Daleko jej do ideału. Język nie powalił mnie na kolana, był taki.. zwykły, prosty. Zabrakło mi finezji, ciekawych wyrażeń… Wszystko przyćmiły postaci Hazel i Augustusa, na których skupił się autor. Miałam szansę uczestniczyć w wycinku ich życia, ale nie przywiązałam się do nich, nie poczułam się, jakbym była częścią historii. Czy John Green jest dla mnie kultowym pisarzem? Nie. Na razie nie chcę czytać innych jego książek, skoro ta podobno najlepsza, absolutnie genialna zawiodła mnie.

Inaczej bym się czuła, gdybym miała świadomość, że ta historia jest prawdziwa. Niestety smutki i ciężkie przeżycia fikcyjnych bohaterów, z którymi się nie zżyłam, kompletnie do mnie nie przemawiają i na mnie nie wpływają. Dlatego też z rezerwą podejdę do tak bardzo wychwalanych książek – zraziłam się do Johna Greena i straciłam jakąkolwiek ochotę na czytanie o młodych chorych ludziach, bo (nie chcę nikogo urazić) ostatnio ten temat zrobił się jakoś dziwnie modny (to jest całkiem dobre, bo młodzi ludzie powinni mieć świadomość złych i okropnych rzeczy, jakie dotykają Bogu ducha winnych ludzi) a dla mnie to już zmęczenie materiału. Jednym słowem – nie podobało mi się. Nie wystawię oceny. 

12 komentarzy:

  1. Wow. Pierwsza negatywna recenzja, a przynajmniej niewychwalająca książki pod niebiosa. Nie czytałam, więc nie wiem czy się zgodzę, czy nie, ale naprawdę wow. Co prawda książkę przeczytam na 100%, ale wiem, że istnieje chociaż jedna osoba, która nie uważa jej za numer 1.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, to chyba pierwsza niepozytywna (a nawet negatywna) recenzja tej książki! Ja jak na razie jestem przed lekturą powieści Greena, ale czuję, że moje zdanie na jej temat będzie podobne do Twojego, już tak mam, że kiedy większość ludzi czymś się zachwyca, mnie się to nie podoba... No zobaczymy....

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tam, oj tam :D Mnie się bardzo podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oho, nie wiem czy teraz tak bardzo chcę się zapoznać z tą lekturą. Jeszcze się zastanowię :)
    Pozdrawiam!

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Może odczucia po tej lekturze zależą od tego, czego się oczekiwało od książki - dla mnie jest bardzo dobra, choć mam też gdzież z tyłu głowy świadomość, że nie każdy taki temat przetrawi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, ale prawda jest taka, że ja ten temat trawię bezproblemowo, ba, tak jak wyżej napisałam, lubię książki o takiej tematyce :)

      Usuń
  6. Same zachwyty nad tą książką, a tu proszę. Ja nie miałam jeszcze okazji przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwsza negatywna recenzja! Ten moment przejdzie do historii :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Gwiazd naszych wina" uważam za niezłą lekturę, ale przyznam szczerze, że książka nie powaliła mnie na kolana, jak stało się to w przypadku wielu innych czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądałam kiedyś film o umierających facetach i to był naprawdę dobry, żartobliwy i wzruszający film. Z Twojej recenzji wynika, że książka jest po prostu nieudana. A nieudana książka poruszająca taką tematykę to coś, po co po prostu nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  10. mi się bardzo podobała, bardzo bardzo. Byłam naprawdę zachwycona po przeczytaniu, ale cóż nie wszystkim musi się podobać ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...