Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Haruki Murakami, Kafka nad morzem

Piętnastoletni Kafka ucieka z domu przed klątwą ojca na daleką wyspę Shikoku. Niezależnie od niego podąża tam autostopem pan Nakata, staruszek analfabeta umiejący rozmawiać z kotami, oraz młody kierowca z końskim ogonem, lubiący hawajskie koszule. Ojciec Kafki zostaje zamordowany i wszystkich trzech poszukuje policja. Po spotkaniach z zakochaną w operach Pucciniego kotką Mimi, Johnniem Walkerem i innymi fantastycznymi postaciami bohaterowie trafiają w końcu do tajemniczej prywatnej biblioteki, w której czas się zatrzymał. Nocami odwiedza ją duch młodziutkiej dziewczyny w niebieskiej sukience…

niedziela, 19 sierpnia 2012

Federico Moccia, Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie


„Alex, główny bohater powieści, zbliżający się do czterdziestki zdolny art. director, w jednej z czołowych rzymskich agencji reklamowych lubi się otaczać efekciarskimi atrybutami człowieka sukcesu - mieszka w lofcie zaprojektowanym przez architekta wnętrz, jeździ najnowszym mercedesem. Lśniąca fasada skrywa jednak pustkę emocjonalną i samotność, po rozstaniu z partnerką, której odejście wprawiło Alexa w głębokie osłupienie. Życie mężczyzny zmienia w okamgnieniu niegroźny wypadek samochodowy, w trakcie którego poznaje Niki, śliczną licealistkę i bez pamięci się w niej zakochuje.”

Ha, już wiem, skąd Blue Jeans wytrzasnął Piosenki dla Pauli. Jest to gorsza wersja pewnej książki Mocci, z nieco zmodyfikowaną historią. Ale mniej więcej sens jest ten sam. Tylko książkę Mocci lepiej się czyta. Bo ona ma ręce i nogi. I tułów też. Ogólnie wszystko jest na miejscu, a nie tak, jak w Piosenkach. Piosenki to lektura do śmiechu, a Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie to powieść bardziej przeznaczona do przeżywania. Przeżywamy losy bohaterów, ciągi zdarzeń, dziwne zbiegi okoliczności.

Książkę czytać zaczęłam… Oj, było to jakiś czas temu. Ale na około 40 stronie utknęłam, ni w orzeszki dalej ruszyć, dobra, odkładamy na półkę. I na półce troszkę leżała, aż w trakcie pakowania pojawił się szalony pomysł, by ją ze sobą zabrać. I to był dobry pomysł, bo gdy przeczytałam wszystko inne i przyszła kolej właśnie na tę pozycję, bach i się wciągnęłam. I pochłonęłam swoją pierwszą w życiu książkę Mocci. I teraz… Ja chcę część kolejną, ja chcę część kolejną! I Trzy metry nad niebem, taaak!

,,- Co powiedziałaś?- Słuchaj, nie truj. […]-Nie, nie, poczekaj, poczekaj… - Alessandro siada na łóżku po turecku przykryty prześcieradłem. – Powtórz ostatnie słowo… […]- Przykro mi. Postanowiłam. I dobrze słyszałeś. Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie.”

I powiem Wam, że historia jest wspaniała. Może się wydawać nierealna, ale dla mnie taka nie jest. Pokazuje, że nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno na miłość. Bo miłość to coś pięknego. Można przez nią cierpieć, można umrzeć z miłości, jak to śpiewał Rojek z Myslovitz, można ją ignorować. Ale w sumie każdy będzie miał taką chwilę, w trakcie której miłości zazna, i być może o niej nigdy nie zapomni.

No i chciałabym oczywiście zaznać czegoś takiego, co spotkało Alexa i Niki. To było takie niesamowite, ale i wspaniałe zarazem. I cieszyłam się, że historia potoczyła się tak, jak się potoczyła. Nie ważne, że Niki czasem działała mi na nerwy (nikt nie jest idealny). Jeszcze bardziej zachciało mi się Rzymu, jeszcze bardziej zachciało mi się Włoch. I jeżeli kiedykolwiek się tam wybiorę, to pojadę razem z książką i być może sobie zrobię wycieczkę śladami Niki i Alexa, to byłaby interesująca przygoda.

Miałam nic nie pisać o tej książce. Ale w wyniku przypadku stało się tak, że jednak wycisnęłam coś z siebie i w sumie dobrze, bo będę się cieszyć, jeżeli zachęcę kogoś do lektury. Jeżeli chcecie poczytać o miłości, wybaczaniu, poświęceniu, to będzie dobry wybór. Jeżeli chcecie się odprężyć – także. Jednym słowem, tak, tak i tak! Polecam i stawiam 5! I wiecie co? Nie rezygnujcie po kilku pierwszych stronach, jeżeli nie będziecie mogli się wciągnąć. Dajcie szansę Mocci, pisze on bardzo oryginalnie, ale można pokochać jego styl, właśnie za tę drobiazgowość. I pisze dobrze, to jest pewne. A przynajmniej ja w to wierzę.

czwartek, 8 marca 2012

Haruki Murakami - 1Q84


Nie za bardzo wiem od czego zacząć… Nie, nie żartuję. Po prostu nie wiem. By stworzyć tę recenzję zbierałam się kilka dni. Analizowałam w głowie, a później spisywałam w notatniku niektóre pomysły i przemyślenia, byleby tylko o niczym nie zapomnieć. Ale, to oczywiście także nieuniknione. Wydaje mi się, że powinnam zacząć od… Zacznę od tego, co czuję. To będzie bardzo nieuporządkowana ocena, ostrzegam.

Cieszę się, że to dopiero początek mojej przygody z twórczością Harukiego Murakamiego. Cieszę się, że zaczęłam ją tak wspaniałą powieścią, jaką jest ,,1Q84”. Cieszę się, że przede mną jeszcze dwie książki z tej serii. Cieszę się, że to jeszcze nie koniec poruszającej historii Aomame i Tengo. Po prostu się cieszę.

Aomame i Tengo. Pozornie się od siebie różnią. Żyją w zupełnie innych światach. Ona, kobieta przed trzydziestką, której skrzywienie przeraża nawet najodważniejszych. On, matematyk i pisarz amator, który zostaje namówiony do poprawienia pewnej intrygującej powieści. Wie, że robi coś niezgodnego z prawem, ale nie jest w stanie się oprzeć ,,Powietrznej poczwarce”. Coś go do niej przyciąga. Aomame morduje własnej roboty bronią wyglądającą jak kolec do lodu. I przenosi się do innego świata. Podobnego, ale pewne fakty powoli przestają się zgadzać. A Tengo jest coraz bardziej wplątywany w sprawę tajemniczej Fukaeri, autorki ,,Powietrznej poczwarki”. Co z tego wyniknie? Czy Aomame uda się rozwikłać zagadkę nowej rzeczywistości?

Gdybym sięgnęła po tę książkę rok temu, nie zrozumiałabym jej. ,,1Q84” to jedna z najcięższych książek, z jakimi kiedykolwiek miałam styczność. Pomimo lekkiego języka, dla niektórych lektura może być katorgą i zniechęcić do głębszego wtapiania się do świata 1Q84. Do świata, z którym coś jest nie tak. Kto z nas chciałby nagle znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości? Kto chciałby mieć wrażenie, że coś przeoczył, choć to było niemożliwe? Kto chciałby mieć wrażenie ogarniającej go pustki? Ja podziękuję. Za nic nie chciałabym być na miejscu Aomame. Za nic nie chciałabym się zmierzyć z tym, z czym ona musiała.

Zaskoczył mnie oryginalny układ rozdziałów. Historia głównych bohaterów jest opowiadana naprzemiennie, ale to nie ten fakt mnie zadziwił. Zadziwiły mnie fragmenty księżyca pojawiające się obok każdego rozdziału. Najpierw jest niepozorny banan lub powiększony nawias, który stopniowo przekształca się w księżyc w pełni, a później zanika. Nie wiem, czy to pomysł autora, czy może osoby odpowiedzialnej za Polskie wydanie, ale jest to adekwatne do opowieści, i pogłębia jeszcze bardziej nastrój tajemniczości.

Pedantyczność utworu i uwaga okazana nawet najmniejszemu znakowi czyni książkę zupełnie niepowtarzalną. Nie sądzę, żeby jakiś inny autor był w stanie napisać coś podobnego do Ichi-kyu-hachi-yon i sprawić, by dorównała pod względem technicznym i abstrakcyjnym dziełu pana Murakamiego.

Bohaterowie są wykreowani w doskonały sposób, każdy z nich jest osobnym bytem, zupełnie odróżniającym się od reszty. Weźmy taką Aomame. Kobieta, której twarz jest skryta pod maską, by nie przerazić przechodniów. Giętkie mięśnie ukryte pod modnymi kostiumami. Nikt nie wie, że jest ona zabójczynią. Zabójczynią, która jednym niepozornym pchnięciem pozbawia ofiarę tchu i nie zostawia po sobie żadnych śladów. Ukrywa mroczną przeszłość. Tak jak i każdy w tej powieści.

Murakami mnie oczarował swoją zdolnością do tworzenia tak wspaniałych powieści. ,,1Q84” jest pozycją, której nie mogę porównać do żadnej innej. Wiele razy oceniałam książki ‘na szóstkę’. Ale po lekturze tej powieści muszę znacząco zmienić skalę. Aktualnie tylko sześć powieści zasłużyło na tak wysoką ocenę, a są to: ,,Mały Książę”, ,,Igrzyska śmierci”, ,,Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, ,,Złodziejka książek” i ,,Bez mojej zgody”. ,,1Q84” dołącza do tego grona. Jest to naprawdę książka zupełnie inna od reszty. Osobliwa. Zaskakująca. Wciągająca. I sprawiająca, że żeby zrozumieć to, o czym pisze Haruki Murakami trzeba powieści poświęcić bardzo dużo czasu. Nie da się jej przeczytać w jeden, czy dwa dni. Jest to po prostu niemożliwe. Nie da się od tak przez nią przebić. Trzeba zagłębić się w każdym słowie, każdej literze nadrukowanej na papier. Każdemu zabiegowi literackiemu, każdemu nawet niepozornemu szczegółowi.

Haruki Murakami jest niezaprzeczalnie geniuszem. Gdyby ktoś powiedział, że jest inaczej, wyśmiałabym go. Bo ten Japończyk pisząc robi coś niespotykanego, a wszystko, co wyjdzie spod jego pióra zasługuje na miano arcydzieła. ,,1Q84” zachwycam się od tygodnia, i zachwycać będę się dalej. Stawiam 6. Należy się autorowi. Należy się jego wyobraźni. Należy się.

Jest to pierwsza recenzja, którą piszę od końca. Nie potrafię inaczej. Mam nadzieję, że zachęciłam tych, którzy się wahali, a tych, którzy byli już zdecydowani na sięgnięcie po książkę zmotywowałam, by zrobili to w najbliższym czasie. A jak kogoś nie zachęciłam -  zrozumiem. Ale warto, naprawdę warto.

,,Oczywiście. Samo to nie wystarczy, trzeba jeszcze mieć w sobie ,,coś specjalnego”, a przynajmniej książka musi mieć coś, czego ja nie potrafię do końca zrozumieć. Bo wiesz, ja wśród powieści cenię te, których nie mogę do końca zrozumieć. To, co potrafię zrozumieć, a ni trochę mnie nie interesuje. To oczywiste, nie? Prosta sprawa.”

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...