Strasburg zaliczyliśmy tak przejazdem - autokar musiał odstać te dziewięć godzin, więc nie mieliśmy wyjścia, trzeba było trochę przekoczować. Zadziwiająco wypoczęta po nocnej podróży (pierwsza tak daleko autokarem w życiu) zaczęłam biegać uroczymi uliczkami tego miasta. Przewodniczka miała masę planów, ale jak to z planami bywa, ciężko je wszystkie zrealizować. Największym uznaniem cieszył się jak zawsze czas wolny - dobra okazja, by uszczuplić swój portfel z szybko topniejących zapasów euro - bo jak nie wydawać, skoro tyle ciekawych rzeczy dookoła?