Jak wiele może się wydarzyć w ciągu roku? Dora Wilk jak magnes przyciąga kłopoty, wariatów i męskie spojrzenia. Łamie regulaminy, szuka przyjaźni w dziwnych miejscach, a od losu dostaje przeciwników wyłącznie potężnego kalibru. Policjantka to nie zawód, ale stan umysłu… a że po drugiej stronie Bramy rzadko można złoczyńcę zakuć w kajdanki i odprowadzić do aresztu… Dora robi, co musi, by Toruń, Thorn czy Trójmiasto i Trójprzymierze pozostały dobrymi miejscami do życia. Drżyjcie bogowie, wampiry, wilki, archaniołowie i pospolici wariaci – Dora Wilk kopie tyłki z wdziękiem baleriny, nie przyjmuje usprawiedliwień o złym dzieciństwie i nie przebiera w środkach, by zaprowadzić porządek.
Krótka
historia o tym, jak mnie szlag trafił. Ja, osoba lubiąca książki Briggs,
Harrison, Daniels, postanowiłam sięgnąć po bardzo bardzo bardzo chwaloną
Jadowską. A żeby zaszaleć, wzięłam tom drugi. I po ostatniej literce
zrozumiałam, że pierwszego nawet w kataną nie tknę. Pozwólcie, że przybliżę Wam
Mary Sójkę – dziewczątko to, mimo że młode, potrafi uratować świat (to tak w
skrócie). Postać jakże wyidealizowana. To teraz weźmy taką Dorę, zwaną Jadą
(skąd się to wzięło, zgadujmy, zgadujmy), która marysuizmem pachnie na
kilometr. Była zwyczajną wiedźmą, było dobrze, tom wcześniej umarła, ale jednak
nie umarła. Nie może się powstrzymać od żartów na temat swojego pochodzenia, a,
gdyby tylko były ciekawe, nie, przecież trzeba co kilka stron napisać dokładnie
to samo! Czytelnik ma tak ulotną pamięć!
Pamiętam,
że jakiś czas temu czytelnicy narzekali na Panią Miszczuk, że zbyt słodzi w
swoich książkach. Moi drodzy, tamto to był pikuś! Tutaj aż cukier chrzęści między
zębami! Bo diabeł musi pachnieć słodyczą, nie ważne, że jest wnukiem Lucyfera.
Aneta Jadowska postanowiła wpakować naszą Mary Sójkę w przyjaźnio-związek z istotą
anielską i istotą diabelską. Byłoby ok, gdyby wspomniani choć trochę
przypominali mężczyzn. Nie chcę tutaj spolerować, ale ogółem pisząc: absurd
goni absurd jadący na absurdzie goniącym absurdalny absurd. Inaczej tego nie
mogę ująć.
Zabrakło
jakiejkolwiek namacalności miejsc. Nie ważne, że akcja rozgrywa się w Thornie
czy Toruniu, czy gdzie tam indziej. Nawet Piekło Piekłem nie jest. Czytelnik
kompletnie nie zauważa, że przenosi się raz tu, raz tam. Dla mnie Dora była
cały czas w tym samym miejscu. A co do Piekła.. Lucyfer mnie załamał. Grzeczny
dziadek Luc, ojeju, herbatki może? A ja miałam przed oczami zastępy anielskie i
diabły Kossakowskiej, oj, starcie z rzeczywistością Jadowskiej musiałoby być bardzo
bolesne. Dla tej drugiej oczywiście.
Nie,
nie i jeszcze raz nie! Moja wiara w rodzime urban fantasy maleje z każdym
dniem. Autorka chciała dobrze, pomysł też miała niezły, tylko w trakcie pisania
coś jej się pokiełbasiło i nie wyszło. Strzeżcie się rudej Mary Sue i jej
kompani przyjaciół! Bogowie muszą być szaleni nie zasługuje
na nic wyższego niż 2+. Chyba powoli zaczynam mieć alergię na mieszanie
systemów wierzeń, różnych bogów i stworzeń. Nudne toto jest. Ale na koniec
najlepsze: zdobędę część kolejną! Przeczytam to! Muszę wiedzieć, co wyjdzie z
tego dziwnego trójkąta! Mam w sobie coś masochistycznego, znowu będę chciała
sobie wydłubać gałki oczne w trakcie lektury. Nie ważne, że wszystko kuleje, w
sposobie pisania Jadowskiej jest coś takiego, co sprawiło, że nie mogłam się, kurdemol,
oderwać. I to nie jest pierwsza i ostatnia książka z takimi właściwościami,
pamiętacie Klątwę Tygrysa?
I’m not on a highway to hell! I’m
buying stairway to heaven.