Nikt nie chciałby opuścić swojego rodzinnego domu. Ale, wiele osób bywa do tego zmuszana. Przez co? Głównie jest to pogoń za szczęściem. Rodacy opuszczają rodzime strony w poszukiwaniu pracy, lepszych warunków do życia, być może miłości. Ogarnia ich tęsknota za ojczyzną, pomimo, że wielu z nich stara się to ukryć. Nie mają wyjścia, muszą żyć dalej.Wynter Moorehawke opuściła swój dom by wraz z ojcem, Obrońcą Tronu, wyruszyć na Północ z rozkazu króla. Po kilku latach wraca na królewski dwór i dostrzega, że nic nie jest takie jak dawniej. Pierworodny syn króla, Alberon znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a jego drugi syn, bękart znajduje się w niezbyt dobrym położeniu. Do tego władca zakazuje rozmów z kotami i duchami, co dotychczas było chlebem powszednim na dworze. Wynter musi wybierać – poddać się woli króla i posłusznie wykonywać jego rozkazy, czy też walczyć o przywrócenie ładu w królestwie.
Ostatnio dopadła mnie faza fantastyczna, czyli dziwny stan, który sprawia, że mam ochotę czytać samą fantastykę. I Zatruty Tron autorstwa Celine Kiernan trafił do mnie właśnie w takim momencie… I książkę pochłonęłam w jeden dzień! Dość długo szukałam pozycji, która będzie należała do gatunku fantastyki, ale będzie także w niej ciekawy wątek miłosny, interesująca sceneria, oryginalne postacie i zaskakujące wydarzenia. Miałam farta, bo Zatruty Tron to właśnie taka pozycja!
Na początek – język. Stylizowany na średniowieczny, pełen archaizmów. Sprawiał, że aż chciało się czytać dalej i poznawać dwór królewski pełen niespodzianek. Dwór, na którym nie ma współczucia, jest tylko szalony król i jego brak empatii. Celine Kiernan ma głowę pełną osobliwych pomysłów, i to widać w jej powieści. Lekko posługuje się piórem, prowadząc czytelnika przez całą historię jak przewodnik, którego trzeba się trzymać, by nie zaginąć. Opisy są niezwykle realistyczne, a bohaterowie spokojnie mogliby żyć w czasach dzisiejszych. Są wykreowani ze swoistą pedantycznością, każdy jako osobny twór. Wyróżniają się na tle innych bohaterów z powieści młodzieżowych odwagą i samozaparciem w dążeniu do celu. Główna trójka – Wynter, Razi i Christopher to osoby niezwykle doświadczone przez los i być może właśnie to ich do siebie przyciąga i sprawia, że tak dobrze się rozumieją. Christopher zdobył moje serce swoimi ciemnymi włosami, impulsywnością i oddaniem wobec przyjaciela. Jego zachowanie budziło we mnie podziw i nutkę współczucia, jednakże od pierwszej strony go polubiłam. Jest jednym z niewielu męskich bohaterów książek fantastycznych, za którym chciałoby się pójść w ogień, dla którego zrobiłoby się wszystko.
Jednakże, dopatrzyłam się pewnego zaskakującego podobieństwa do Gry o Tron. Nie wiem, czy tylko ja mam takie skojarzenia, czy może ktoś jeszcze, ale… Dwór król Jonathona przypominał mi dwór Roberta, a lord Obrońca Moorehawke Neda Starka. Być może to przez łączącą ich więź i podobieństwo charakterów. Nie wpływa to nijako na moją ocenę książki, choć nie zaprzeczę, że troszkę dziwnie mi się czytało…
Podsumowując, Zatruty Tron jest książką fantastyczną i w pełni zasługuje na pochwały. Autorka ma doskonały warsztat pisarski, powieść wciąga od pierwszej strony i nie pozwala się oderwać do ostatniej. Polecam książkę wszystkim fanom fantastyki młodzieżowej, którzy szukają oryginalnej lektury na majowy wieczór. Stawiam 5+ i rozpoczynam polowanie na kolejne części! :)
Za książkę dziękuję Pani Julii z Grupy Wydawniczej Publicat! :)